Histeria Bez Dystansu's banner
Histeria Bez Dystansu's profile picture

Histeria Bez Dystansu

@HisteriaDystans11,217 subscribers

Mizodżin. https://t.co/3bJVQPmBKo https://t.co/M1AZONO6E8

Shorts

Hahahaha, o k*rwa! Hamerykański Twitter coraz częściej zastanawia się nad możliwością cofnięcia 19. poprawki do konstytucji, która dawała kobietom prawa wyborcze. Patrzę na tego typu filmiki i trudno mi się dziwić tym pomysłom. Kolejny "łymyn moment". Z pozoru prosta i jasna sytuacja. Co konkretnie zakomunikował murzyn, poprzez przebicie balona t-"kobiety"? "Nie jestem gejem. Nie interesuje mnie homoseksualny seks". A co zakomunikowało 71.4% kobiet na filmie w odpowiedzi? "Nie jesteś gejem, nie dopuszczasz możliwości uprawiania seksu homoseksualnego, więc ja, jako hetero kobieta, nie jestem zainteresowana związkiem z Tobą". KEKsimus Maximus. Zawsze powtarzam, że t-genderyzm ma twarz matki z Zespołem Münchhausena, bo w niemal każdym z tysięcy przerażających przypadków, gdy mamy oboje rodziców i jeden pcha "zmianę płci" u dziecka, a drugi oponuje, to oponującym jest ojciec. Prawie zawsze. Ale pójdę dalej i napiszę, że t-genderyzm ma twarz po prostu kobiety. Sukces tej ideologii był możliwy wyłącznie dzięki odniesieniu się do kobiecego sposobu myślenia i patrzenia na świat, gdzie każdy żyje w swojej prawdzie. Nic nie jest obiektywną, ustanowioną przez fakty prawdą. Każdy jest piękny, nawet jeśli jest ciałopozytywką, przy której ludzik z reklamy Michelin wygląda jak etiopski maratończyk. Wszyscy widzimy ten sposób myślenia, gdy jakaś grubcia dodaje zdjęcie na Twitterze, a inne komplementują ją, mówią, że jest piękna itd. Rezygnują z prawdy na rzecz bycia miłą, wspierającą. Co może jest niegroźne w komentarzu do zdjęcia otyłej dziewczyny, ale zabójcze przy urnie wyborczej lub w czasie rozwiązywania wielu problemów społecznych. Każdy jest tym, kim chce, obiektywna rzeczywistość nie istnieje i nikt nie powinien być marginalizowany. Podstawowe fakty biologiczne nie mają znaczenia, fakty dotyczące "leków" dla "t-dzieci", które "pomagają" im "zmienić" płeć, nie mają znaczenia. Fakt, że nie da się zmienić płci lub dokonać jej korekty, nie ma znaczenia. Nic nie ma znaczenia, bo rozum i logika są na L-4. Permanentnym. Liczy się tylko, co uważa "umysł roju". Liczy się ochrona wszystkich przed marginalizacją i wykluczeniem (największy strach samic - być wykluczoną), nawet jeśli marginalizacja jest konieczna dla ich (kobiet) własnego bezpieczeństwa. "Być może ten dwumetrowy osobnik z długim zarostem, który wszedł właśnie do damskiej przebieralni na basenie, nie jest biologiczną kobietą, ale wszyscy powinniśmy być mili i uznać jego (jej!) samopercepcję, żeby nie poczuł(a) się wykluczony/a". Tak wyglądało ostatnie 10 lat w krajach Cywilizacji Zachodniej. Rezygnacja z prawdy, bo ktoś jest nią dotknięty. To jest właśnie to, co nazywamy samobójczą empatią. Cecha kobiet oraz zniewieściałych mężczyzn. To jest choroba, na którą obecnie choruje cały nasz umierający kontynent. Czasem w jej wyniku tracisz życie, a czasem trofea, gdy kolejna z prawd nie ma dla ciebie znaczenia (mężczyzni są lepszymi sportowcami niż kobiety). Feministki często lubią opisywać świat bez mężczyzn i co mogłyby robić, gdyby ich nie było. Kiedyś pod jednym z takich tweetów wywiązał się dialog, który urósł do miana klasyka: - Gdyby na świecie nie było mężczyzn, to mogłabym robić [to, to i to] - I kto by was obronił? - Przed kim, skoro nie byłoby mężczyzn? - Przed wami samymi. I chyba to jest główny wniosek, jaki osobiście wyciągam po stu latach praw wyborczych kobiet.

Hahahaha, o k*rwa! Hamerykański Twitter coraz częściej zastanawia się nad możliwością cofnięcia 19. poprawki do konstytucji, która dawała kobietom prawa wyborcze. Patrzę na tego typu filmiki i trudno mi się dziwić tym pomysłom. Kolejny "łymyn moment". Z pozoru prosta i jasna sytuacja. Co konkretnie zakomunikował murzyn, poprzez przebicie balona t-"kobiety"? "Nie jestem gejem. Nie interesuje mnie homoseksualny seks". A co zakomunikowało 71.4% kobiet na filmie w odpowiedzi? "Nie jesteś gejem, nie dopuszczasz możliwości uprawiania seksu homoseksualnego, więc ja, jako hetero kobieta, nie jestem zainteresowana związkiem z Tobą". KEKsimus Maximus. Zawsze powtarzam, że t-genderyzm ma twarz matki z Zespołem Münchhausena, bo w niemal każdym z tysięcy przerażających przypadków, gdy mamy oboje rodziców i jeden pcha "zmianę płci" u dziecka, a drugi oponuje, to oponującym jest ojciec. Prawie zawsze. Ale pójdę dalej i napiszę, że t-genderyzm ma twarz po prostu kobiety. Sukces tej ideologii był możliwy wyłącznie dzięki odniesieniu się do kobiecego sposobu myślenia i patrzenia na świat, gdzie każdy żyje w swojej prawdzie. Nic nie jest obiektywną, ustanowioną przez fakty prawdą. Każdy jest piękny, nawet jeśli jest ciałopozytywką, przy której ludzik z reklamy Michelin wygląda jak etiopski maratończyk. Wszyscy widzimy ten sposób myślenia, gdy jakaś grubcia dodaje zdjęcie na Twitterze, a inne komplementują ją, mówią, że jest piękna itd. Rezygnują z prawdy na rzecz bycia miłą, wspierającą. Co może jest niegroźne w komentarzu do zdjęcia otyłej dziewczyny, ale zabójcze przy urnie wyborczej lub w czasie rozwiązywania wielu problemów społecznych. Każdy jest tym, kim chce, obiektywna rzeczywistość nie istnieje i nikt nie powinien być marginalizowany. Podstawowe fakty biologiczne nie mają znaczenia, fakty dotyczące "leków" dla "t-dzieci", które "pomagają" im "zmienić" płeć, nie mają znaczenia. Fakt, że nie da się zmienić płci lub dokonać jej korekty, nie ma znaczenia. Nic nie ma znaczenia, bo rozum i logika są na L-4. Permanentnym. Liczy się tylko, co uważa "umysł roju". Liczy się ochrona wszystkich przed marginalizacją i wykluczeniem (największy strach samic - być wykluczoną), nawet jeśli marginalizacja jest konieczna dla ich (kobiet) własnego bezpieczeństwa. "Być może ten dwumetrowy osobnik z długim zarostem, który wszedł właśnie do damskiej przebieralni na basenie, nie jest biologiczną kobietą, ale wszyscy powinniśmy być mili i uznać jego (jej!) samopercepcję, żeby nie poczuł(a) się wykluczony/a". Tak wyglądało ostatnie 10 lat w krajach Cywilizacji Zachodniej. Rezygnacja z prawdy, bo ktoś jest nią dotknięty. To jest właśnie to, co nazywamy samobójczą empatią. Cecha kobiet oraz zniewieściałych mężczyzn. To jest choroba, na którą obecnie choruje cały nasz umierający kontynent. Czasem w jej wyniku tracisz życie, a czasem trofea, gdy kolejna z prawd nie ma dla ciebie znaczenia (mężczyzni są lepszymi sportowcami niż kobiety). Feministki często lubią opisywać świat bez mężczyzn i co mogłyby robić, gdyby ich nie było. Kiedyś pod jednym z takich tweetów wywiązał się dialog, który urósł do miana klasyka: - Gdyby na świecie nie było mężczyzn, to mogłabym robić [to, to i to] - I kto by was obronił? - Przed kim, skoro nie byłoby mężczyzn? - Przed wami samymi. I chyba to jest główny wniosek, jaki osobiście wyciągam po stu latach praw wyborczych kobiet.

155,890 просмотров

Videos

"Mój rodzaj szaleństwa. Pozwoliłbym jej zniszczyć moje życie". Otwarta, zabawna, spontaniczna, kobieca, entuzjastyczna, "głupiutka" i uprzejma jak Świadkowie Jehowy borderka. Nie przypuszczałem, że takowe istnieją. Patrzcie, słuchajcie i uczcie się od młodej koleżanki, drogie singielki. Im więcej wyłapiecie, tym większe wasze szanse na złowienie mężczyzny, zanim zamkną się wam wszystkie opcje. 1. Od razu przełamała barierę dotyku (włosy), sygnalizując wyraźne zainteresowanie na poziomie fizycznym. Bo nie dotykamy rzeczy, które nas obrzydzają. 2. Silny kontakt wzrokowy, ale nie na zasadzie rywalizacji jak u zlewaczałych girlboss, tylko pełnej uwagi. 3. Figlarna mowa ciała, kręcenie nim, entuzjazm z lekką nerwowością w gestykulacji. Urocze w oczach mężczyzny. 4. Jej żarty bezpośrednio odnoszące się do męskich fantazji. Wygrała szczególnie "subem". 5. "Czy mogę", "Przepraszam", "miło cię poznać". Zwroty praktycznie nie istniejące w słowniku wielkomiejskich, niezależnych samic. Tu wypowiedziane wszystkie w ciągu 5 sekund. 6. Piosenka. No ludzie złoci:))) Ona jest jak postać z bajki Disneya, przed jego tęczową erą. Nie kariera. Nie dyplomy. Nie własne mieszkanie. Nie niezależność. Nie to sprawia, że mężczyźni tracą dla kobiet głowę. I nigdy nie będzie miało dla nich najmniejszego znaczenia. To kobiecy system kategoryzacji mężczyzn na drabinie atrakcyjności. Męski system jest inny. Jej lekkość, naturalny urok, beztroska, pogoda ducha i sposób, w jaki sprawia, że facet czuje się jakby był jedynym mężczyzną w każdym pomieszczeniu. Uśmiech, entuzjazm, szacunek i ta subtelna, kobieca energia. Nie przytłaczająca, a przyciągająca jak magnes. Autentyczna kobiecość ZAWSZE będzie przyciągać mężczyzn. Dlatego taka dziewczyna nie musi gonić za uwagą i wybierać z "resztek" menów dostępnych na rynku. Nie musi narzekać, że nie ma już prawdziwych mężczyzn. Nie musi narzekać na jakość mężczyzn, z którymi randkuje. Nie musi robić tego wszystkiego, bo świat znajduje się u jej stóp. Nie ma faceta, który w ciągu 10 miesięcy nie założyłby jej pierścionka na palcu, gdyby chciała. "Czyli co? Faceciki wolą uległe, bez studiów, młodsze od siebie, posłuszne, miłe, zależne od nich kobiety?" - zesrają się za chwilę wszystkie te twitterowe femi profile. Wiecie - pandy, harley quinny, agatki i inne smutne pokemony. Bingo. Dokładnie tak. Faceciki wolą takie kobiety. Ta laska to ucieleśnienie ich pragnień. I Im szybciej się z tym pogodzisz oraz przestaniesz tupać nóżkami, że nie jest inaczej i nie cenią tego, co ci wmawiano przez całe twoje życie, tym większa szansa, że znajdziesz mężczyznę o wysokiej wartości. I on bez wysiłku wydobędzie twoją kobiecość, którą cały system kazał ci do tego momentu życia tłamsić. Wmawiając ci, że to twoja największa słabość.
1:10

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

"Mój rodzaj szaleństwa. Pozwoliłbym jej zniszczyć moje życie". Otwarta, zabawna, spontaniczna, kobieca, entuzjastyczna, "głupiutka" i uprzejma jak Świadkowie Jehowy borderka. Nie przypuszczałem, że takowe istnieją. Patrzcie, słuchajcie i uczcie się od młodej koleżanki, drogie singielki. Im więcej wyłapiecie, tym większe wasze szanse na złowienie mężczyzny, zanim zamkną się wam wszystkie opcje. 1. Od razu przełamała barierę dotyku (włosy), sygnalizując wyraźne zainteresowanie na poziomie fizycznym. Bo nie dotykamy rzeczy, które nas obrzydzają. 2. Silny kontakt wzrokowy, ale nie na zasadzie rywalizacji jak u zlewaczałych girlboss, tylko pełnej uwagi. 3. Figlarna mowa ciała, kręcenie nim, entuzjazm z lekką nerwowością w gestykulacji. Urocze w oczach mężczyzny. 4. Jej żarty bezpośrednio odnoszące się do męskich fantazji. Wygrała szczególnie "subem". 5. "Czy mogę", "Przepraszam", "miło cię poznać". Zwroty praktycznie nie istniejące w słowniku wielkomiejskich, niezależnych samic. Tu wypowiedziane wszystkie w ciągu 5 sekund. 6. Piosenka. No ludzie złoci:))) Ona jest jak postać z bajki Disneya, przed jego tęczową erą. Nie kariera. Nie dyplomy. Nie własne mieszkanie. Nie niezależność. Nie to sprawia, że mężczyźni tracą dla kobiet głowę. I nigdy nie będzie miało dla nich najmniejszego znaczenia. To kobiecy system kategoryzacji mężczyzn na drabinie atrakcyjności. Męski system jest inny. Jej lekkość, naturalny urok, beztroska, pogoda ducha i sposób, w jaki sprawia, że facet czuje się jakby był jedynym mężczyzną w każdym pomieszczeniu. Uśmiech, entuzjazm, szacunek i ta subtelna, kobieca energia. Nie przytłaczająca, a przyciągająca jak magnes. Autentyczna kobiecość ZAWSZE będzie przyciągać mężczyzn. Dlatego taka dziewczyna nie musi gonić za uwagą i wybierać z "resztek" menów dostępnych na rynku. Nie musi narzekać, że nie ma już prawdziwych mężczyzn. Nie musi narzekać na jakość mężczyzn, z którymi randkuje. Nie musi robić tego wszystkiego, bo świat znajduje się u jej stóp. Nie ma faceta, który w ciągu 10 miesięcy nie założyłby jej pierścionka na palcu, gdyby chciała. "Czyli co? Faceciki wolą uległe, bez studiów, młodsze od siebie, posłuszne, miłe, zależne od nich kobiety?" - zesrają się za chwilę wszystkie te twitterowe femi profile. Wiecie - pandy, harley quinny, agatki i inne smutne pokemony. Bingo. Dokładnie tak. Faceciki wolą takie kobiety. Ta laska to ucieleśnienie ich pragnień. I Im szybciej się z tym pogodzisz oraz przestaniesz tupać nóżkami, że nie jest inaczej i nie cenią tego, co ci wmawiano przez całe twoje życie, tym większa szansa, że znajdziesz mężczyznę o wysokiej wartości. I on bez wysiłku wydobędzie twoją kobiecość, którą cały system kazał ci do tego momentu życia tłamsić. Wmawiając ci, że to twoja największa słabość.

Histeria Bez Dystansu

795,704 просмотров • 11 месяцев назад

O Jezu... Tak MUSI wyglądać małżeńskie piekło. Największe kłamstwo, jakiego mężczyźni są uczeni na temat kobiecej seksualności, to że kobiety muszą czuć więź emocjonalną, aby chcieć uprawiać seks z mężczyzną. To kłamstwo, zaprojektowane dla beta samców, niszczące ich podmiotowość w relacji i ustawiające w roli wiecznych petentów oraz rozwiązywaczy problemów drugiej strony, co idealnie ilustruje ten filmik. Zobaczcie. To ona bez ostrzeżenia przestała chcieć uprawiać z nim seks. Problem pojawił się po jej stronie, ale to on dostaje instrukcję naprawienia sytuacji. To na niego jest zrzucany ten obowiązek. Ona nie musi nic. "JA nie chcę uprawiać z tobą seksu, więc TY to napraw." I jeszcze gość musi to naprawić w oparciu o fałszywe dane. Jakieś imbecylizmy w stylu "spędzamy cały czas razem, ale nie czuję więzi". LOL. To prawdziwy koszmar wielu dzisiejszych mężczyzn, będących w "rufnościowych" związkach, które tak naprawdę są samiczą, miękką dyktaturą. Ten brak kobiecej szczerości, co do powodów martwej sypialni, nie służy nikomu. Wręcz pogarsza sytuację, bo koleś wygląda żałośnie, prosząc się o seks od własnej żony, jak Oliver Twist o drugą chochelkę zupy. Kobiety nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielkim, irracjonalnym pierdoleniem dla nas jest tekst "nie czuję z tobą więzi". On nam nie przekazuje żadnej wartościowej informacji. Szczególnie, gdy ten tekst pada po latach wspólnego życia i wyłącznie w kontekście sypialni, czyli największej męskiej potrzeby w związku. Wyobraźcie sobie, gdyby mężczyźni robili w ten sam sposób: - Hej kochanie, zamontowałbyś tę szafkę, o której ci mówiłam? Nie mam gdzie trzymać części swoich rzeczy. - Wybacz, ale nie czuję wystarczającej więzi z tobą, aby to zrobić. ___________ Jak należy spróbować rozwiązać problem martwej sypialni? Cóż, sposoby są dwa. Pierwszy - powiedzmy - umiarkowany. Drugi - nuklearny. Ja napiszę tylko o tym pierwszym. Ale zanim o rozwiązaniach, potrzebne są dwie ważne informacje. 1. Kobiety zawsze traktowały, traktują i będą traktować seks jako broń i narzędzie do uzyskiwania swoich celów. To ich naturalny sposób na skłonienie mężczyzny do nieustannej inwestycji w relację. Wyjątkiem są sytuacje i okoliczności, gdy nie oczekują żadnej inwestycji (np. seks z poznanym właśnie panem 6-6-6 na imprezie). 2. Im większe bezpieczeństwo w związku stworzysz kobiecie, tym bardziej (w dłuższej perspektywie) niszczysz jej libido. Ten koleś z filmu prawdopodobnie się nie zmienił. Cały czas jest tym samym, grzecznym mężem - normikiem, spełniającym swoje obowiązki. Kokon, jaki jej stworzył, zniszczył jej podniecenie seksualne w jego stronę. I będzie się to pogłębiać aż do momentu, w którym jego dotyk zacznie ją po prostu brzydzić. Jak w tym powiedzeniu: "Chcesz unieszczęśliwić kobietę? Daj jej wszystko, czego pragnie". __________ Jak zatem rozwiązać ten problem? 1. Metoda umiarkowana - wytrącić z jej rąk broń, jaką jest seks. Nikt nie lubi się czuć bezsilny, niepotrzebny i mieć świadomość braku wpływu na zachowanie bliskiego człowieka - szczególnie partnera. Pokazując jej, że nie jest ci potrzebna do zaspokojenia potrzeb seksualnych, wytrącasz jej broń z ręki, którą przystawiła ci do skroni. Światło w sypialni gaśnie, ona mówi "dobranoc" i tradycyjnie odwraca się do ciebie dupą, żeby uniknąć twojej kolejnej próby nawiązania bliskości. Zrób sobie dobrze. Obok niej. Może nie ostentacyjnie, ale nie ukrywaj. Jak zapyta co robisz, bądź szczery. I spokojny. "Tak, robię sobie dobrze". Jak odpowie, że jesteś obrzydliwy, to powiedz spokojnie, że w takim razie dokończysz w salonie. Wyjdź do salonu. Bądź bezemocjonalny jak to tylko możliwe. Nie tłumacz się jej z niczego. I powtarzaj czynność za każdym razem, gdy masz ochotę na seks z nią. Włącz pornosa na telefonie. Wieczorem, w ciągu dnia. Kobiety to tak fascynujące zwierzęta, że po pewnym czasie (trzy dni, tydzień) zacznie ją wkurwiać, że przegrywa z twoją ręką, albo jakimś filmem z pornhuba. DAJĘ CI NA TO GWARANCJĘ. Włączy się jej tryb rywalizacji, połączony z paniką, że przestałeś przychodzić do niej i żebrać o intymność, jak zaszczany sztajmes o parę złotych na jabola. Jej pewność siebie zostanie całkowicie zniszczona, co automatycznie wpłynie na jej zachowanie. Pierdolenie o braku więzi zniknie na pewien czas. Czemu tylko na "pewien" czas? Bo ta metoda nie jest tak naprawdę rozwiązaniem problemu martwej sypialni. Jest tylko wstępem do tego, abyś zrozumiał, jaki tu jest naprawdę problem. Wiem, że wcześniej napisałem, że problem jest po jej stronie. Ale ty popełniłeś podstawowe błędy, które do jego powstania doprowadziły. Właściwie jeden błąd - zanim w ogóle zdecydowałeś się wejść w związek. Jesteś beta mężczyzną, więc tego nie wiesz. Związek to hierarchia. Jesteś Ty, potem jest ona, a następnie dzieci. Wszyscy są ważni, ale to ty powinieneś być najwyżej w hierarchii. Dlaczego? Bo tylko ty - jako mężczyzna - w pełni rozumiesz zależność między władzą (byciem GŁOWĄ rodziny, decydentem), a obowiązkami i odpowiedzialnością, jakie z tego wynikają. Najwięcej władzy w związku powinien mieć ten, kto jest gotów przyjąć największą za niego odpowiedzialność. Dzieci oczywiście się do tego nie nadają. Kobiety również się do tego nie nadają. A na filmie mamy po prostu jeden z wielu wielu przykładów, dlaczego się nie nadają. Bo gdy pojawia się poważny problem, rozwiązanie i tak spychają na ciebie. Bo jesteś mężczyzną i twoim zadaniem jest rozwiązywać problemy. Nie potrafią nawet szczerze zakomunikować, co jest przyczyną problemu. Być może nawet same jej nie znają/nie są świadome. Będą walić farmazony o "braku więzi emocjonalnej" zamiast powiedzieć wprost: "Nie podniecasz mnie mężu. Z tego i z tego powodu." Kobiety nie umieją zarządzać związkiem. Bo zarządzanie związkiem to przede wszystkim rozwiązywanie kryzysów. Do tego potrzebne są cechy lidera. Kobiety nie są w nie wyposażone, więc nie powinny nim być. I dlatego małżeństwa, w których dowodzą, z reguły nie wytrzymują próby. Kobiety nienawidzą rządzić. I podświadomie gardzą mężczyznami, którymi muszą rządzić. Od tego jesteś Ty. Dlatego powinieneś dowodzić. A czym dowodzić w życiu, jak nie przede wszystkim własną rodziną? Kobiety do niewygodnych problemów w związku podchodzą jak ta panna na filmie. Najpierw próbowała go zbyć kłamstwem o zmęczeniu. Szczera była dopiero wtedy, gdy koleś przycisnął jasną KOMUNIKACJĄ. (Ale to podobno panie są jej mistrzyniami:)) ) Rozumiem. Nie jest łatwo liderować, będąc beta mężczyzną. Ale albo to, albo twoje życie wcześniej czy później zamieni się w małżeńskie piekło. Znałem mężczyzn, którzy nie wyszli z tego żywi.
1:08

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

O Jezu... Tak MUSI wyglądać małżeńskie piekło. Największe kłamstwo, jakiego mężczyźni są uczeni na temat kobiecej seksualności, to że kobiety muszą czuć więź emocjonalną, aby chcieć uprawiać seks z mężczyzną. To kłamstwo, zaprojektowane dla beta samców, niszczące ich podmiotowość w relacji i ustawiające w roli wiecznych petentów oraz rozwiązywaczy problemów drugiej strony, co idealnie ilustruje ten filmik. Zobaczcie. To ona bez ostrzeżenia przestała chcieć uprawiać z nim seks. Problem pojawił się po jej stronie, ale to on dostaje instrukcję naprawienia sytuacji. To na niego jest zrzucany ten obowiązek. Ona nie musi nic. "JA nie chcę uprawiać z tobą seksu, więc TY to napraw." I jeszcze gość musi to naprawić w oparciu o fałszywe dane. Jakieś imbecylizmy w stylu "spędzamy cały czas razem, ale nie czuję więzi". LOL. To prawdziwy koszmar wielu dzisiejszych mężczyzn, będących w "rufnościowych" związkach, które tak naprawdę są samiczą, miękką dyktaturą. Ten brak kobiecej szczerości, co do powodów martwej sypialni, nie służy nikomu. Wręcz pogarsza sytuację, bo koleś wygląda żałośnie, prosząc się o seks od własnej żony, jak Oliver Twist o drugą chochelkę zupy. Kobiety nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielkim, irracjonalnym pierdoleniem dla nas jest tekst "nie czuję z tobą więzi". On nam nie przekazuje żadnej wartościowej informacji. Szczególnie, gdy ten tekst pada po latach wspólnego życia i wyłącznie w kontekście sypialni, czyli największej męskiej potrzeby w związku. Wyobraźcie sobie, gdyby mężczyźni robili w ten sam sposób: - Hej kochanie, zamontowałbyś tę szafkę, o której ci mówiłam? Nie mam gdzie trzymać części swoich rzeczy. - Wybacz, ale nie czuję wystarczającej więzi z tobą, aby to zrobić. ___________ Jak należy spróbować rozwiązać problem martwej sypialni? Cóż, sposoby są dwa. Pierwszy - powiedzmy - umiarkowany. Drugi - nuklearny. Ja napiszę tylko o tym pierwszym. Ale zanim o rozwiązaniach, potrzebne są dwie ważne informacje. 1. Kobiety zawsze traktowały, traktują i będą traktować seks jako broń i narzędzie do uzyskiwania swoich celów. To ich naturalny sposób na skłonienie mężczyzny do nieustannej inwestycji w relację. Wyjątkiem są sytuacje i okoliczności, gdy nie oczekują żadnej inwestycji (np. seks z poznanym właśnie panem 6-6-6 na imprezie). 2. Im większe bezpieczeństwo w związku stworzysz kobiecie, tym bardziej (w dłuższej perspektywie) niszczysz jej libido. Ten koleś z filmu prawdopodobnie się nie zmienił. Cały czas jest tym samym, grzecznym mężem - normikiem, spełniającym swoje obowiązki. Kokon, jaki jej stworzył, zniszczył jej podniecenie seksualne w jego stronę. I będzie się to pogłębiać aż do momentu, w którym jego dotyk zacznie ją po prostu brzydzić. Jak w tym powiedzeniu: "Chcesz unieszczęśliwić kobietę? Daj jej wszystko, czego pragnie". __________ Jak zatem rozwiązać ten problem? 1. Metoda umiarkowana - wytrącić z jej rąk broń, jaką jest seks. Nikt nie lubi się czuć bezsilny, niepotrzebny i mieć świadomość braku wpływu na zachowanie bliskiego człowieka - szczególnie partnera. Pokazując jej, że nie jest ci potrzebna do zaspokojenia potrzeb seksualnych, wytrącasz jej broń z ręki, którą przystawiła ci do skroni. Światło w sypialni gaśnie, ona mówi "dobranoc" i tradycyjnie odwraca się do ciebie dupą, żeby uniknąć twojej kolejnej próby nawiązania bliskości. Zrób sobie dobrze. Obok niej. Może nie ostentacyjnie, ale nie ukrywaj. Jak zapyta co robisz, bądź szczery. I spokojny. "Tak, robię sobie dobrze". Jak odpowie, że jesteś obrzydliwy, to powiedz spokojnie, że w takim razie dokończysz w salonie. Wyjdź do salonu. Bądź bezemocjonalny jak to tylko możliwe. Nie tłumacz się jej z niczego. I powtarzaj czynność za każdym razem, gdy masz ochotę na seks z nią. Włącz pornosa na telefonie. Wieczorem, w ciągu dnia. Kobiety to tak fascynujące zwierzęta, że po pewnym czasie (trzy dni, tydzień) zacznie ją wkurwiać, że przegrywa z twoją ręką, albo jakimś filmem z pornhuba. DAJĘ CI NA TO GWARANCJĘ. Włączy się jej tryb rywalizacji, połączony z paniką, że przestałeś przychodzić do niej i żebrać o intymność, jak zaszczany sztajmes o parę złotych na jabola. Jej pewność siebie zostanie całkowicie zniszczona, co automatycznie wpłynie na jej zachowanie. Pierdolenie o braku więzi zniknie na pewien czas. Czemu tylko na "pewien" czas? Bo ta metoda nie jest tak naprawdę rozwiązaniem problemu martwej sypialni. Jest tylko wstępem do tego, abyś zrozumiał, jaki tu jest naprawdę problem. Wiem, że wcześniej napisałem, że problem jest po jej stronie. Ale ty popełniłeś podstawowe błędy, które do jego powstania doprowadziły. Właściwie jeden błąd - zanim w ogóle zdecydowałeś się wejść w związek. Jesteś beta mężczyzną, więc tego nie wiesz. Związek to hierarchia. Jesteś Ty, potem jest ona, a następnie dzieci. Wszyscy są ważni, ale to ty powinieneś być najwyżej w hierarchii. Dlaczego? Bo tylko ty - jako mężczyzna - w pełni rozumiesz zależność między władzą (byciem GŁOWĄ rodziny, decydentem), a obowiązkami i odpowiedzialnością, jakie z tego wynikają. Najwięcej władzy w związku powinien mieć ten, kto jest gotów przyjąć największą za niego odpowiedzialność. Dzieci oczywiście się do tego nie nadają. Kobiety również się do tego nie nadają. A na filmie mamy po prostu jeden z wielu wielu przykładów, dlaczego się nie nadają. Bo gdy pojawia się poważny problem, rozwiązanie i tak spychają na ciebie. Bo jesteś mężczyzną i twoim zadaniem jest rozwiązywać problemy. Nie potrafią nawet szczerze zakomunikować, co jest przyczyną problemu. Być może nawet same jej nie znają/nie są świadome. Będą walić farmazony o "braku więzi emocjonalnej" zamiast powiedzieć wprost: "Nie podniecasz mnie mężu. Z tego i z tego powodu." Kobiety nie umieją zarządzać związkiem. Bo zarządzanie związkiem to przede wszystkim rozwiązywanie kryzysów. Do tego potrzebne są cechy lidera. Kobiety nie są w nie wyposażone, więc nie powinny nim być. I dlatego małżeństwa, w których dowodzą, z reguły nie wytrzymują próby. Kobiety nienawidzą rządzić. I podświadomie gardzą mężczyznami, którymi muszą rządzić. Od tego jesteś Ty. Dlatego powinieneś dowodzić. A czym dowodzić w życiu, jak nie przede wszystkim własną rodziną? Kobiety do niewygodnych problemów w związku podchodzą jak ta panna na filmie. Najpierw próbowała go zbyć kłamstwem o zmęczeniu. Szczera była dopiero wtedy, gdy koleś przycisnął jasną KOMUNIKACJĄ. (Ale to podobno panie są jej mistrzyniami:)) ) Rozumiem. Nie jest łatwo liderować, będąc beta mężczyzną. Ale albo to, albo twoje życie wcześniej czy później zamieni się w małżeńskie piekło. Znałem mężczyzn, którzy nie wyszli z tego żywi.

Histeria Bez Dystansu

248,012 просмотров • 7 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

Hahahaha. Jak w zegarku. Wyobraźcie sobie, że kobiety z pokolenia Z. dobijają właśnie do 30. roku życia i zdecydowały, że od teraz, to one są kobiety tradycyjne. Jak zwykle mamy pierdy o tym, że "feminizm je zawiódł", a cała ta zabawa w "girlboss" ma sens tylko wtedy, gdy się jest młodą i dynamiczną. Bo potem ciśnie w środku na rodzinę. #NoKtoByPomyślał Zostały oszukane! Nie, że same wybrały świadomie taką ścieżkę życiową i teraz próbują wykonać - widoczny gołym okiem z kosmosu - piruet. Godny pozazdroszczenia przez najlepsze tancerki baletowe. Nie nie. To są prawdziwe ofiary systemu. Nie wiedziały, że ich wybory życiowe mają konsekwencje. Nikt je tego nie nauczył. Ale wiecie co? To pokolenie kobiet zaliczy naprawdę ostrego zonka. Cwaniactwo i bezczelność w stronę menów, zostaną surowo ukarane. Wiele z tych kobiet nie znajdzie już beta-spadochroniarza, który złapie weterankę kutakaruzeli w locie i powstrzyma przed samotnym uderzeniem w ścianę. Zetki to pokolenie mężczyzn już świadomych i przyzwyczajonych do samotności. Potrafiących szukać źródeł szczęścia, satysfakcji z życia bez związku i samicy w ich życiu. Wielu z nich wykalkuluje sobie, że lepiej jest żyć jak dotychczas, niż iść pełnić rolę czyjejś polisy ubezpieczeniowej, wiedząc że ona go nie kocha i nie pożąda, czemu da wyraz we wszystkich aspektach życia, zaczynając od sypialni, jak tylko ją zaobrączkuje, albo da dzieciaka. Zetki to mężczyźni z oczekiwaniami. Wymaganiami. Dla nich jej przeszłość ma znaczenie. Zbyt dużo " nieudanych związków" z "toksycznymi eks"? Nara. Oczekiwanie, że wychowają nie swoje dziecko? Nara. Ciągłe dramy i gównoburze o nic? Nara. O małżeństwie nie będzie mowy. Ale tu akurat nie szkodzi, bo to i tak już prawie zdechnięta instytucja. Najlepsze, co można zrobić, to dobić strzałem w potylicę, żeby oszczędzić dalszej agonii i cierpieniom. Ci mężczyźni i ich oczekiwania będą jedynym bastionem, w ginocentrycznym społeczeństwie, który swoimi decyzjami pociągnie płeć lepszą do odpowiedzialności i konsekwencji za wcześniejsze wybory życiowe. W rezultacie, masa kobiet będzie samotna i sfrustrowana. To da pożywkę mainstreamowi, do zaognienia wojny płci. Te kobiety będą idealnymi żołnierzami systemu, do walenia w manosferę i mężczyzn samych w sobie. Feminizm 5.0 nadchodzi wielkimi krokami. Pamiętajcie, że wchodzimy w nową erę: sheconomy. Więcej kobiet niż mężczyzn, będzie pracować i utrzymywać gospodarkę na swoich barach. Słynne badanie alarmuje od lat, że w 2030 roku, co druga kobieta w wieku produkcyjnym będzie bezdzietną singielką. Bez opcji znalezienia kogoś do związku. Dlatego wszyscy - czy tego chcemy czy nie - będziemy w tym szajsie uczestniczyć i odczujemy tego skutki. To dopiero początek końca naszych wzajemnych relacji. Bo po raz pierwszy w historii, mężczyźni mają pełną wiedzę oraz klarowny obraz obu stron kobiecej hipergamii. Potrafią wywnioskować, do którego z dwóch worków zostaną wrzuceni. Frajer do związku, mający zapewnić skuteczną ucieczkę księżniczki przed samotnością na starość. Albo ktoś, kogo ona autentycznie pożąda. Jak wiemy, tych drugich jest może z 15% wśród wszystkich facetów. Natomiast ogromny procent reszty, nie da się wrzucić do pierwszego wora. Tak naprawdę, prawdziwa wojna dżenderowa dopiero nadchodzi. Teraz to takie pierdu pierdu w internecie. Niedługo będzie bardzo, bardzo źle. Wesołych Świąt.

Histeria Bez Dystansu

56,357 просмотров • 2 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

"To właśnie kobiety "redpillują" mężczyzn. Nie inni mężczyźni" - Zuby. Jeśli miałbym wymienić jedną cechę u obu płci, co do której druga płeć się fundamentalnie myli, to wymieniłbym: - Kobiety błędnie zakładają, że dla mężczyzn atrakcyjna jest ich kariera zawodowa. - Mężczyźni błędnie zakładają, że bycie miłym, dobrym, przyzwoitym jest markerem atrakcyjności dla kobiet. To jedna z ważniejszych obserwacji czerwonej pigułki. I najbardziej krytykowana. Kobiety szczerze pragną tylko i wyłącznie "niegrzecznych chłopców", sebixów, mężczyzn rozchwytywanych, z opcjami itd. To za nimi gonią, gdy są w swoim prime. Gdy ja to mówię, jestem wyzywany od mizoginów i inceli. Ale gdy to samo potwierdza np. aktorka Kate Hudson, w największym "kobiecym" podcaście na świecie, to cisza jak makiem zasiał. Dlaczego kobiety lubią bad boyów? Jeśli miałbym zgadywać: podświadomy i pierwotny mechanizm, rozpoznający w niegrzecznym chłopcu cechy zapewniające im (kobietom) przetrwanie u jego boku. Ale moim zdaniem obecnie, na pierwsze miejsce wysunęła się inna dziurawcza i niedoceniania potrzeba: brak nudy. To chyba najgorsze uczucie, jakiego może doświadczyć dzisiejsza kobieta, w bezpiecznych dla niej czasach. Nudne życie, u boku nudnego mężczyzny, który nie potrafi pobudzić i stymulować jej emocji. Dlatego kobieca hipergamia oraz seksualność były tłamszone przez wszystkie znane nam kultury i religie. Spuszczone ze smyczy, dokonują takiego rozpierdolu w międzypłciowych relacjach, że społeczeństwo nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować oraz się rozwijać. Widać doskonale u nas. Zresztą Kate Hudson jest świetnym tego przykładem. Lubię niektóre jej filmy, ona też wydaje się spoko (no i ma zajebistych rodziców) - ale fakty są nieubłagane. Kate Hudson ma 3 dzieci z trzema różnymi mężczyznami. I to może być ekstremalny przykład, ale obserwujemy to samo w różnej skali, na przykładzie całego społeczeństwa. Jednym z najbardziej destrukcyjnych efektów otwartej hipergamii jest samotne macierzyństwo. Cały czas rosnąca plaga w krajach Cywilizacji Zachodniej. W USA co trzecie dziecko wychowuje się bez jednego rodzica. Głównie ojca. W UK co piąte. Winnym rzecz jasna nie jest tylko sama hipergamia, bo z dużą pomocą przyszło społeczeństwo oraz instytucje państwowe: łatwość rozwodów, dekonstrukcja patriarchatu, rzucany w stronę samotnych matek socjal itd. Ale głównym napędowym jest chuć w stronę mężczyzn, którzy są dobrzy do zabawy, ale tragiczni jako materiał na ojca ich dzieci. Dlatego w przeszłości, ten wybór był czyniony głównie przez rodzinę kobiety. Oponenci i sceptycy mogą do woli sobie negować ten smutny i destrukcyjny system doboru partnera, na jaki przeszła Cywilizacja Zachodnia. Nie mam z tym problemu, bo wasza ignorancja i zaprzeczenie jest dokładnie tym, co napędza Red Pill. Dzięki wam tableta rośnie w siłę. Niechęć społeczeństwa do rozwiązania problemu otwartej hipergamii, czy chociaż zauważenia, że ten problem istnieje - pcha mężczyzn w stronę piguły. Piguła to tylko obserwacje, dlatego nie można nazwać jej ideologią. Tych samych obserwacji może dokonać zarówno lewus-feminista, popierający aborcję, jak i turbo prawak. Redpill w tym względzie jest bardzo inkluzywny, ponieważ liczą się tylko obserwacje, a nie kto ich dokonuje. Liczy się wyłącznie prawda. ______ Kate Hudson zrobiła typowy dla samic homo sapiens pivot. Po osiągnięciu pewnego wieku i stwierdzeniu po drugim dziecku, że chyba jednak związki z bad boyami nie służą jej oraz gówniakom - postanowiła znaleźć beciaka. I to nie jakiegoś anonimowego, bo Danny Fujikawa jest znanym muzykiem. I w nagrodę za bycie ratunkowym dla niej i dwóch obcych bękartów, po kilku latach związku oraz jednym wspólnym dziecku, jest ośmieszany w babskim podcaście, który zasięgiem dociera nawet na Wyspy Zielonego Przylądka. "Noo, Danny jest dobrym mężczyzną, ale nie to mnie pociągało kiedyś". (kiedyś = gdy była w swoim prime) Koszmar. Wielu nie zdaje sobie sprawy z rozmiarów tego pocisku. Bo na pierwszy rzut ucha wydaje się niewinny. I wiecie co jest w tym najgorsze? Że Hudson okazała mu brak szacunku całkowicie nieświadomie. Kobiety w związkach "z rozsądku" często to robią, nie wiedząc że to robią. Być może z przyzwyczajenia i jego braku reakcji na okazaną zniewagę. Bety z reguły nie upominają się o szacunek od swojej kobiety. A nawet jeśli to robią, to i tak nie mają umiejętności do jego egzekwowania na dłuższą metę. Jeśli kobieta na przestrzeni całej waszej relacji nigdy nie musiała się starać o twoje zaangażowanie, to nie będzie umiała cię szanować oraz pożądać. To jest fundamentalny problem beciaków. Nie rozumieją zasad układu, w jaki wchodzą z kobietami z takim bagażem, jak Hudson oraz dlaczego zostali wybrani, jaką funkcję mają pełnić itd. Wystarczy trochę okazanego zainteresowania w ich stronę i ci niedoświadczeni mężczyźni będą się starać o względy prawie 40-letniej baby z dwójką dzieci, jakby była ona 18-letnią, płodną dziewicą. Postawią na piedestale, a w nagrodę dostaną cudzą rodzinę, brak pożądania, brak szacunku i w dłuższej perspektywie, przy czarnym scenariuszu - zdradę/rozstanie. Bo chuć na niebezpieczne penisy nigdy tak naprawdę nie znika. Jest trzymana na uwięzi, czasem dożywotnio, a czasem do zaspokojenia drugiej strony hipergamii: zapewnienia bezpieczeństwa jej potomstwu. Jeśli tu wykonasz swoją rolę, to módl się, żeby twoja miłość była już za stara lub zbyt leniwa, żeby wrócić do jedynego stylu życia, który dawał jej radość. Cyndi Lauper kiedyś śpiewała, że "Girls Just Want To Have Fun". Chyba już nigdy nie usłyszę piosenki z tak trafnym tytułem.

Histeria Bez Dystansu

35,112 просмотров • 1 месяц назад

HisteriaDystans's profile picture

Pani Kasiu nieeeee!!! Być może część z was będzie w szoku (tak jak ja byłem), że najlepsze nogi III RP, piękna, dziewczęca buzia i niewinność, jaką raczyła nas "Kasia" w 13. Posterunku, przebranżowiły się na najgorszy zawód w dziejach świata. PSYCHOLOG! Znacie moją opinię o tej profesji. Z jednej strony fuj, ale z drugiej w tym wypadku bardzo mądra decyzja. Wszyscy mniej więcej wiemy jakie jest środowisko aktorskie, a "Kasia" dodatkowo ma na swoim koncie związek ze Ślesickim, który zdaniem samej zainteresowanej zniszczył jej karierę, a sam Macieq był tyranem. Rzekomo, bo nie wiemy, jak było naprawdę. Ale to by potwierdzało moją teorię, że największy wysyp zwyroli i psycholi w przemyśle filmowym, znajduje się właśnie wśród reżyserów. Po co więc przez lata łazić do mózgogrzeba, wychodzić mentalnie z tak chvjowego związku i jeszcze płacić komuś za to spore złocisze, skoro można samej nim zostać i się naprawiać? Moim zdaniem IQ 1000. No ale niestety pani "Kasia" cierpi na ten sam problem, co wszyscy psycholodzy po lewackich uczelniach: nowoczesną "wiedzę" książkową stawia ponad wszystko inne. Dodajcie do tego jeszcze samiczą, opiekuńczą względem dzieci naturę i okaże się, że swoich pociech nie wolno nigdy, przenigdy uderzyć. Ani nawet podnieść na nie głosu (mówiła tak w innym filmie). Ja się z tym podejściem nie zgadzam, stąd w drugiej części filmu przytoczyłem sytuację, w której kara cielesna jest dopuszczalną metodą wychowawczą. Z tym, że jedno zastrzeżenie. Muszą to być właśnie takie sytuacje: ekstremalnie rzadkie. Nie można tego robić często, czasem, ani nawet sporadycznie. Przemoc to metoda świata zewnętrznego. Jeżeli jako gówniak doświadczasz jej także w domu, uczysz się, że przemoc obecna jest zawsze i wszędzie. Nie ma od niej ucieczki i bezpieczeństwa. I ten mental powoduje dalszą migrację pokoleniową przemocy. Podział na silnych (stosujących przemoc) i słabych (jej ofiary). Nie mówiąc już o tym, że dziecko regularnie bite wejdzie w dorosłość z poczuciem wartości i samooceny na poziomie podłogi. I żadna pani "Kasia" na kozetce obok nie pomoże tego zmienić. Ale istnieje wartość edukacyjna kary cielesnej i daję wam gwarancję, że koleś z drugiej części filmu już nigdy nie nazwał swojej matki "suką". Da się przesadzić w obie strony. Częste lanie dziecka i obchodzenie się z nim jak z jajkiem to dwie strony tej samej monety. Często przytaczam przykład Irlandii. I tu zrobię to po raz kolejny. Tam dzieciaki są całkowicie nietykalne. Oficjalnie uzyskały taki status w 2015 roku. Jeśli jakiś szkolny socjopata gnębi twoje dziecko, a ty będziesz próbował zrobić z tym porządek sam, np. poprzez lepę na ryj, czy nawet wzięcie za fraki i pogrożenie, to masz totalnie PRZEJEBANE. Totalnie. Kiedyś dorabiałem sobie w polskiej gazetce na Zielonej Wyspie i zgłosiła się do nas polska rodzina z Dublina, która nie wiedziała już co zrobić. Zamieszkali na osiedlu, w którym grasowała właśnie taka szajka 12, 13-latków. Obrzucanie jajkami posesji, ich samych. Zaczepianie i uderzanie ich córek, gdy te wracały ze szkoły. Oczywiście rodzice tych skurwysynków wyjebane jajca, podobnie jak policja. A opieka społeczna bezradnie rozkładająca ręce: "Nie możemy nic zrobić. To są dzieci". Pozostała im próba nagłośnienia tej sprawy. Przesłali nam nagrane przez siebie filmy z tych "wybryków", które były po prostu przestępstwami. Czarno na białym. Chcieliśmy im pomóc, mieliśmy jakieś tam zasięgi, ale po skonsultowaniu się z prawnikiem i zapoznaniu z tym, czym może skutkować opublikowanie tych filmów (nawet z zamazanymi twarzami nieletnich wybrykantów), zrezygnowaliśmy. Za duże ryzyko. Jeszcze by brakowało, żebyśmy musieli płacić odszkodowanie patusom, wychowującym kolejne pokolenie patusów. Lewusy, jak to oni, nawet gdy chcą dobrze to zepsują, nie umiejąc znaleźć zdrowego centrum pomiędzy napierdalaniem codziennie dziecka kablem, a "przestępstwem" podniesienia na nie głosu. W konsekwencji wchodzimy z deszczu pod rynnę, bo każdy, kto uzyskuje specjalny status prawno-społeczny, będzie go nadużywał. Nawet dzieci. Szkoda, że swoją rękę przykłada do tego pani "Kasia". Ale nie mogę się długo na nią złościć, bo to ona, do spółki z Agą Włodarczyk pomogły mi, 11-letniemu chłopcu, odkryć swoją seksualność. I za to będę im wdzięczny do końca moich dni.

Histeria Bez Dystansu

102,526 просмотров • 5 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

Już to pisałem, ale powtórzę: mężczyźni z pokolenia Boomerów oraz X wychowujący córki, dołożyli sporą cegiełkę do rozpierdolu, jaki widzimy obecnie na Zachodzie. To oni wyhodowali całe pokolenie kobiet, o których mówimy "córusie tatusiów". Niestety jest to problem mężczyzn zarówno lewicowych, jak i konserwatywnych, bo ginocentryzm nie bierze jeńców. Dlatego praktycznie każda rzekomo konserwatywna, publicznie znana kobieta, ostatecznie okazuje się feministką w sercu. Bo podobnie jak jej ojciec, wychowała się w społeczeństwie, które ją (jako kobietę) ustawiło na szczycie piedestału. Jej potrzeby były wymieniane jako najważniejsze, a następnie rozwiązywane za nią. Społeczeństwo, zaczynając od rodziców, nauczyło ją, że jest najważniejsza. I tak tutaj na filmie widzimy mężczyznę podobno konserwatywnego, typ dobrze zbudowanego samczycha alfa, który zabije każdego, kto zbliży się do jego córki. Nawet gdy ta dorośnie. On również jest przesiąknięty ginocentryzmem i to do stopnia, o którym nikt nie mówi, a powinniśmy. Bo to nie jest tak, że to się kończy na biciu tych, którzy skrzywdzą jego dziecko. Zresztą widać, że wystarczy wyrazić zachwyt nad jej urodą i typ już się publicznie odpala, grozi śmiercią. Niby półżartem, ale to wszystko jest tam na bardzo krótkim loncie, gdyby się bliżej przyjrzeć. Ciężko diluje się w życiu codziennym z córusiami tatusiów. Ten kto miał nieprzyjemność, ten wie. Jeśli miałbym wytłumaczyć mental takiej młodej kobiety, to odniósłbym się do astronomii. Tak jak my uczymy się w szkole na geografii, że jest sobie układ słoneczny, w jego środku znajduje się gwiazda, a wokół niej krążą planety - tak córusie tatusiów uczą się poprzez doświadczenia, że one są tą gwiazdą w samym środku, a my wszyscy planetami, krążącymi wokół nich. Pierwszy mężczyzna w ich życiu, którego kochają i podziwiają. Jest na każde zawołanie, rozwiąże każdy problem, wesprze. Do pewnego poziomu jest to godna postawa jako ojca, ale łatwo jest przeskoczyć rekina. Większość ojców przeskakuje, bo są bezbronni w starciu z niewinnością swojej córki w ich oczach. Ten obraz im się utrwali i nie zmieni tego nawet jej zachowanie, gdy okaże się, że to ona skrzywdziła mężczyznę, z którym się związała. Co przecież zdarza się również często, co w drugą stronę. Dla tych ojców to jest nieważne. Wszystko ma być dostosowane do niej. Działają według wpojonego im, a nam dobrze znanego schematu, który powoli nas wybija z powodu niskiej dzietności. Najpierw wysyłają swoje córki na studia, żeby zmarnowały najlepsze okno na macierzyństwo, goniąc za gówno dyplomem. A potem róbta co chceta. Zostań matką, nie zostań. Rób jak czujesz. Każdy Twój wybór będę wspierał, a gdyby ktoś chciał cię skrzywdzić np. żeniąc się z tobą gdy skończysz 18 lat, to daj znać, przybiegnę i wybiję mu zęby. Wystarczy jedno słowo. Patorodzicielstwo jak dla mnie. Prawdziwe rodzicielstwo to umiejętne wyczuwanie, czy ten utworzony kokon dla swojego dziecka, "chroniący" go przed światem jest za duży czy nie. Gdzie nie przekraczać granicy. To uczenie swojej córki nie tylko tego, na co i na kogo zasługuje, ale również tego, na co zasługuje lub co powinien otrzymać od niej przyszły mąż. Jak powinien być traktowany w związku mężczyzna itd. Nikt dziś nie jest uczony tego, jak powinno traktować się mężczyzn. Niestety młode kobiety też nie są tego uczone, a potem my musimy dilować z konsekwencjami na portalach randkowych. Stopindzisiont wymagań i nic od siebie w zamian. No ale nie od tego jest słońce, żeby krążyć wokół obcej materii. A co do tych ojców, chroniących cnotę córki przed mężczyznami oraz ich nieczystymi myślami i intencjami... ... czy tylko mnie bawi, że ten napinacz z filmu i jemu podobni należą do pokolenia facetów, którzy wychowali najbardziej rozwiązłe pokolenie kobiet, już w wieku 16 lat walące się jak domy w Czeczenii? Świetna robota, panowie.

Histeria Bez Dystansu

66,371 просмотров • 4 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

P.S. Fuentes ma rację. To jest naprawdę bardzo proste:))

Histeria Bez Dystansu

112,018 просмотров • 10 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

😂😂😂😂 KOCHAM JOM❤️❤️

Histeria Bez Dystansu

111,781 просмотров • 11 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

Ginocentryzm jest zbudowany z wielu cegiełek, a jego głównym budowniczym są mężczyźni z pokolenia boomerów. Aż na nadgodzinach zapierdalali całe życie, żeby zbudować społeczeństwo, kręcące się wokół spełniania kobiecych fanaberii. Na filmie widzimy jednego takiego boomera - simpa. Dave Ramsey. Słuchaczka zadzwoniła z problemem. Chce żeby zarabiający 250 000 dolarów rocznie chłopak jej się oświadczył. Ale on nie chce, ponieważ ona posiada dług studencki (z pielęgniarstwa), na kwotę 90 000 dolców. (Było o kwocie w innym fragmencie rozmowy) Zdaniem chłopaka najpierw powinna spłacić ten dług, zanim podpiszą kontrakt, który w konsekwencji uczyniłby jej dług - ich wspólnym długiem. Pomińmy rozmowę o szaleństwie, jakim jest zadłużanie się na kwotę ponad 300 000 zł, żeby zrobić studia z PIELĘGNIARSTWA. Lol. American Dream, my ass. Ten cały chłopak słuchaczki prezentuje całkiem rozsądną ekonomicznie postawę, która zabezpiecza go finansowo. Trudno dyskutować z takim podejściem. Tym bardziej, że samodzielnie płaci za wspólną chatę. Pamiętajcie, że mówimy o Hameryce, czyli miejscu, gdzie samo wejście w kontrakt małżeński oznacza dla mężczyzny utratę co najmniej połowy majątku, w razie gdyby druga strona się odkochała oraz chciała rozwiązać kontrakt, mając po swojej stronie przychylność sądu rodzinnego. Co zresztą kobiety robią coraz częściej. On już potencjalnie traci połowę majątku na samym podpisaniu umowy małżeńskiej. Po co więc na dokładkę brać na siebie 90k nie swojego długu? Jego propozycja jest prosta: spłać swoje długi, to się tobie oświadczę. Ale co robi ten żenujący boomer przy mikrofonie? Radzi obcej typiarze, o której nic nie wie, żeby go rzuciła. Bo to oczywiste, że facet powinien brać na siebie kobiece długi. Taka jego rola. On cię krzywdzi tym, że opłaca wszystko i nie chce zadłużać się na kilkadziesiąt tysięcy nie swoich zielonych. Rzuć go! I jeszcze dziaders nazywa tę laskę księżniczką! Nosz ludzie kochani! Przecież ręce nie mają gdzie opaść. A teraz najlepsze... Wiecie kim z zawodu jest Dave Ramsey? Uwaga. Trzymajcie się mocno... DORADCĄ FINANSOWYM!!! Daję wam kurwa gwarancję, że gdyby u tej laski sytuacja była odwrotna, to by jej doradził, aby nie wychodziła za niego za mąż, bo z punktu widzenia ekonomicznego jest to dla niej ryzykowne. Ma w domu faceta, więc najpierw powinien zadbać o swoje finanse, aby nie narażać księżniczki na ewentualną stratę kasiorki. Mówię to od dawna: boomerzy zbudowali takie społeczeństwo, wyhodowali pokolenie roszczeniowych, odklejonych kobiet (tzw. córunie tatusiów), a kolejne pokolenia facetów to podtrzymują, tym samym, pantoflarskim mentalem. Kobiety są księżniczkami i chuj. Mężczyźni mają się dla nich narażać, bo tak. Wbrew logice, własnemu bezpieczeństwu i zdrowemu rozsądkowi. Wszystko ma się kręcić wokół płci lepszej. Ona jest naszym słońcem, naszą gwiazdą, a my jesteśmy planetami, więc wiadomo jaki jest układ. Nasz wielki rodak z Torunia nam wszystkim to kiedyś wytłumaczył. To my musimy zapierdalać wokół nich. Żenoix na maksa, moi kochani. I byłoby dużo gorzej, gdyby nie manosfera. Jedyna przestrzeń, która zaczyna przebijać się ze zwracaniem uwagi społeczeństwa na problem rosnącego odkleju kobiet. I jego przyczyn. Tu widzimy przykład jednej z poważniejszych. Ale w sumie nie wiem czy nawet da się odwrócić ten kukoldczy mental, naszej upadającej cywilizacji. Za duże szkody poczyniono. Możesz związać się z kobietą z długiem, mieszkać razem, płacić za cały czynsz, żeby ona mogła spłacać dług, ale i tak społeczeństwo powie jej, że jesteś tym złym, jeśli się dla niej nie narazisz. Bo ma być ślub i chuj. Ma być tak jak ona chce. Dziwicie się, że samice tak odpłynęły? Ja coraz mniej.

Histeria Bez Dystansu

12,505 просмотров • 26 дней назад

„Jeśli kobieta jest wystarczająco ładna, to w zasadzie nigdy nie musi słuchać żadnego słowa, którego nie chce słyszeć. ... a potem przychodzą 30. urodziny.” RazörFist ________________ Dzisiejsza młoda (jako tako) kobieta. Typowa przedstawicielka swojego gatunku. Rozemocjonowana, na lekach, telefon w łapie, w nim Tik-Tok, publiczność i cały ten fejkowy świat, który uczynił ją nieatrakcyjną w oczach mężczyzn, którzy chcą czegoś wiecej, niż niezobowiązującego stukania. Na jednego takiego osobnika najwyraźniej trafiła na randce. Do tego bez filtra w gębie, wobec czego powiedział jej szczerze, twarzą w twarz, co o niej myśli. Potrzebujemy więcej tego typu chłopów. Ja do dzisiaj walczę ze sobą, zastanawiając się, na ile ta potrzeba jeżdżenia na penisokaruzeli w młodym wieku jest naturalną potrzebą kobiet, tłamszoną kiedyś przez "patriarchat", a na ile to efekt kultury i programowania przez mass-media. Na ten moment uważam, że prawda leży gdzieś pośrodku. Sądze, że kobiety lubią uprawiać niezobowiązujący seks, pozbawiony stygmy i ocen ze strony społeczeństwa (to ich największy strach). Zabawa dla czystej przyjemności. Z drugiej strony uważam, że ewolucja miała na samice homo sapiens nieco inny pomysł, wobec czego te dość szybko zakochują się w Chadach, z którymi partycypują w hookup culture. Ci z kolei nie są zainteresowani poważnymi związkami z jedną kobietą. Ich interesuje wyłącznie powiększanie swoich haremów. Ten rozjazd w oczekiwaniach z czasem staje się dla kobiety coraz większy i cięższy. Dalej umawia się z Chadami, licząc na ich zmianę, ale takie relacje powoli wyniszczają ją emocjonalnie oraz mentalnie. Dlatego czerwone pigułki mówią o "fazie objawienia" w wieku mniej więcej 28-30, bo właśnie wtedy weteranki hookup culture najczęściej dochodzą do wniosku, że to nie ma sensu i trzeba zacząć szukać innego typu mężczyzn. Tak zwanych meżczyzn "bezpiecznych". Nadających się do stałego związku, a nie tylko króliczego jebanka. Jest tylko jeden problem. Ci faceci już wiedzą, jaką w oczach tych kobiet pełnią rolę. Wszystko już zostało powiedziane w internecie. Możecie się oburzać na manosferę, że poruszała ten temat, ale to musiało zostać powiedziane: zero miłości ze strony tych kobiet, zero pożądania, tylko szukanie bezpieczeństwa oraz ciepłego gniazdka, po latach walenia się po kątach z facetami, którzy postrzegali je jako co najwyżej dziurę do wypełnienia. Manosfera zwracała uwagę "bezpiecznych" mężczyzn, że to właśnie w związkach z takimi kobietami jest problem (jak na ironię) z regularnym seksem, bo samicę zawsze boli głowa, nogi, lędźwia i obojczyk koleżanki. = nie pociągasz jej od pierwszego dnia waszej znajomości. Nie taka była twoja rola. Ona już się wyszalała. Hookup culture skończy się tylko wtedy, gdy tacy mężczyźni jak z randki na filmie - w liczbie wielu milionów - odmówią roli spadochroniarza, który złapie w locie przetyraną przez "rynek" generałkę, niestabilną emocjonalnie, na lekach, wyciśniętą jak cytryna z umiejętności nawiązywania więzi z płcią przeciwną. I myślę, że powoli się to dzieje. Faceci otwierają oczy. A panna na filmie, widzimy, zareagowała w sposób typowy. Nie zaprzeczyła żadnemu jego słowu, tylko włączyła kamerę, nagrała filmik, podpisała go dojrzałym tekstem "Mężczyźni nie są dostatecznie samotni", spłakała się i zakomunikowała swojej publiczności, że on jest gnojem. Bo widocznie dzisiejszym kobietom nie wolno rzucać prawdą prosto w oczy. One nie są gotowe do jej przyjęcia. Nieważne, że typ trafił idealnie, czego dowodem jest jej płaczliwy ton. Strzał w samo serce. Dojrzały człowiek zastanowiłby się, wyciągnął wnioski, pogrzebał w głowie, że może coś w tym jest. Ona włączyła kamerę i narzeka, że był podły. Duże dzieci. W wielu przypadkach. Bądźcie czujni szwagry.
1:43

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

„Jeśli kobieta jest wystarczająco ładna, to w zasadzie nigdy nie musi słuchać żadnego słowa, którego nie chce słyszeć. ... a potem przychodzą 30. urodziny.” RazörFist ________________ Dzisiejsza młoda (jako tako) kobieta. Typowa przedstawicielka swojego gatunku. Rozemocjonowana, na lekach, telefon w łapie, w nim Tik-Tok, publiczność i cały ten fejkowy świat, który uczynił ją nieatrakcyjną w oczach mężczyzn, którzy chcą czegoś wiecej, niż niezobowiązującego stukania. Na jednego takiego osobnika najwyraźniej trafiła na randce. Do tego bez filtra w gębie, wobec czego powiedział jej szczerze, twarzą w twarz, co o niej myśli. Potrzebujemy więcej tego typu chłopów. Ja do dzisiaj walczę ze sobą, zastanawiając się, na ile ta potrzeba jeżdżenia na penisokaruzeli w młodym wieku jest naturalną potrzebą kobiet, tłamszoną kiedyś przez "patriarchat", a na ile to efekt kultury i programowania przez mass-media. Na ten moment uważam, że prawda leży gdzieś pośrodku. Sądze, że kobiety lubią uprawiać niezobowiązujący seks, pozbawiony stygmy i ocen ze strony społeczeństwa (to ich największy strach). Zabawa dla czystej przyjemności. Z drugiej strony uważam, że ewolucja miała na samice homo sapiens nieco inny pomysł, wobec czego te dość szybko zakochują się w Chadach, z którymi partycypują w hookup culture. Ci z kolei nie są zainteresowani poważnymi związkami z jedną kobietą. Ich interesuje wyłącznie powiększanie swoich haremów. Ten rozjazd w oczekiwaniach z czasem staje się dla kobiety coraz większy i cięższy. Dalej umawia się z Chadami, licząc na ich zmianę, ale takie relacje powoli wyniszczają ją emocjonalnie oraz mentalnie. Dlatego czerwone pigułki mówią o "fazie objawienia" w wieku mniej więcej 28-30, bo właśnie wtedy weteranki hookup culture najczęściej dochodzą do wniosku, że to nie ma sensu i trzeba zacząć szukać innego typu mężczyzn. Tak zwanych meżczyzn "bezpiecznych". Nadających się do stałego związku, a nie tylko króliczego jebanka. Jest tylko jeden problem. Ci faceci już wiedzą, jaką w oczach tych kobiet pełnią rolę. Wszystko już zostało powiedziane w internecie. Możecie się oburzać na manosferę, że poruszała ten temat, ale to musiało zostać powiedziane: zero miłości ze strony tych kobiet, zero pożądania, tylko szukanie bezpieczeństwa oraz ciepłego gniazdka, po latach walenia się po kątach z facetami, którzy postrzegali je jako co najwyżej dziurę do wypełnienia. Manosfera zwracała uwagę "bezpiecznych" mężczyzn, że to właśnie w związkach z takimi kobietami jest problem (jak na ironię) z regularnym seksem, bo samicę zawsze boli głowa, nogi, lędźwia i obojczyk koleżanki. = nie pociągasz jej od pierwszego dnia waszej znajomości. Nie taka była twoja rola. Ona już się wyszalała. Hookup culture skończy się tylko wtedy, gdy tacy mężczyźni jak z randki na filmie - w liczbie wielu milionów - odmówią roli spadochroniarza, który złapie w locie przetyraną przez "rynek" generałkę, niestabilną emocjonalnie, na lekach, wyciśniętą jak cytryna z umiejętności nawiązywania więzi z płcią przeciwną. I myślę, że powoli się to dzieje. Faceci otwierają oczy. A panna na filmie, widzimy, zareagowała w sposób typowy. Nie zaprzeczyła żadnemu jego słowu, tylko włączyła kamerę, nagrała filmik, podpisała go dojrzałym tekstem "Mężczyźni nie są dostatecznie samotni", spłakała się i zakomunikowała swojej publiczności, że on jest gnojem. Bo widocznie dzisiejszym kobietom nie wolno rzucać prawdą prosto w oczy. One nie są gotowe do jej przyjęcia. Nieważne, że typ trafił idealnie, czego dowodem jest jej płaczliwy ton. Strzał w samo serce. Dojrzały człowiek zastanowiłby się, wyciągnął wnioski, pogrzebał w głowie, że może coś w tym jest. Ona włączyła kamerę i narzeka, że był podły. Duże dzieci. W wielu przypadkach. Bądźcie czujni szwagry.

Histeria Bez Dystansu

41,988 просмотров • 4 месяцев назад

Na cześć takich filmów wymyśliłem termin, opisujący pewne zjawisko - "Efekt Kaki". "Efekt Kaki" dotyczy sytuacji, gdy mężczyzna popełnił grzech bycia idealnym mężem i ojcem, przez co nieświadomie podpisał się pod późniejszym, własnym wyrokiem śmierci. Kwiaty na rocznicę, pieluchy zmieniane o północy, śniadania do łóżka i „kochanie, jak minął dzień?” – coś, co powinno nabijać (i kiedyś nabijało) mężczyźnie plusy - w dzisiejszej rzeczywistości powoduje samiczą suchość pochwy, na poziomie Sahary w sierpniowe południe. I to do tego stopnia, że Ostatnie Spierdolenie przybiegnie zablokować wjazd do posesji, a Jakub zWiech ogłosi, że to najcieplejszy miesiąc w jej ważynie, w historii pomiarów. Nie chcę się przerzucać która płeć porzuca rodzinę częściej, bo doskonale wszyscy wiemy, że kutasiarzy robiących to samo, co ten zlepek komórek na filmie, nie brakuje. Natomiast istnieje pewna zasadnicza różnica. Właściwie dwie. 1. Żaden mężczyzna porzucajacy rodzinę, nie nagrywa filmów z zapowiedzią tego faktu i nie wrzuca go na swoje social media. 2. Nie są za to nagradzani przez system sądowniczy. Ad. 1 Coś jest głęboko nie tak z kobietami ogłaszającymi publicznie, że zamierzają rozbić swoją rodzinę i pozbawić trójki dzieci stałej obecności jednego rodzica. I jeszcze same mówią, że ich mężowie są idealni, tacy jak powinni. LOL. To jest z jednej strony tak popierdolone, że aż człowiek naturalnie węszy ustawkę. Ale z drugiej strony, czy powinniśmy się dziwić? Żyjemy w epoce upośledzonego matriarchatu, gdzie bycie ofiarą jest najwyższą walutą, a płeć lepsza jest uznawana za ofiarę by default. Ten właśnie status wykorzystuje szlauf z filmu. "[Jestem ofiarą, bo] nie wiem kim jestem. Nie odnalazłam siebie. Wiem, że to co zrobię, rozstrzaska na kawałki świat moich dzieci. Ale moje poczucie szczęścia jest ważniejsze." "Moje szczęście, mój komfort psychiczny, moja znajomość siebie, Ja, ja, ja." Tyle wystarczy, żeby społeczeństwo się nie czepiało, że lasia właśnie rozwala szczęście, bezpieczeństwo oraz przyszłość swoich dzieci. Jeszcze ona zrzuca winę na niego, że to on nie ma czegoś, czego ona szukała przez 10 lat małżeństwa. Obrzydliwe. Poza tym wszyscy wiemy, że to całe "odnajdywanie siebie" oznacza wjazd na karuzelę kutang. Lasię najzwyczajniej w świecie swędzi między nogami. Tylko próbuje ubrać w słowa tak, żeby nie wyjść na skończone kvrwiszcze. Nie udało się złotko. My wiemy. Ale społeczeństwo wybacza. Skończy się na krytyce w social mediach. Konsekwencji żadnych. Kilka dni temu miał miejsce jeden z najbardziej wiralnych momentów tego roku. CEO pewnej firmy przyłapany na zdradzie w czasie koncertu Coldplay. Zdrada ze swoją podwładną. Już następnego dnia od wydarzenia, znaliśmy tożsamość jego żony, wiedzieliśmy jak wyglądają jego dzieci i było globalne współczucie dla jego rodziny, W SZCZEGÓLNOŚCI dla żony. Natomiast czy ktokolwiek zainteresował się rodziną zdradzającej podwładnej? Ta soccer - mama o aparycji wyłowionego z rzeki trupa, też ma męża. Też ma dzieci. Nikt się nie zająknął. Cała uwaga skupiona na zdradzonej żonie. To są właśnie te detale. Luka empatii chyba się nazywa. Ad. 2 Sądy rodzinne pomagają kobietom takim, jak ta na filmie. Facet nie ma czego szukać na sali rozpraw (bo do zdrady nie doszło), więc zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie, co ustawia taką kvrwe w bardzo korzystnej pozycji. Ten konkretny mężczyzna musi liczyć na to, że małżonkę swędzi w kroku do tego stopnia, że nie będzie chciała angażować dzieci w proces "odnajdywania siebie". W innym wypadku - widzenia tylko w dni, w które mamusia umówiła się z nowym kvtasem na bajlando i nie ma czasu na jakieś tam dzieci. O tym, że to ona przejmie "wspólny dom" i połowę hajsu nawet nie wspominam, bo to oczywiste. Zajebisty system. Rufność jak ja pierdolę. _________________ Gdy kobiety deklarują, że szukają dobrego, porządnego mężczyzny, to nie kłamią. Ale też nie mówią całej prawdy. Widzę coraz częściej, jak mężczyźni nie kumają różnicy między tym, co jest dla kobiet atrakcyjne, a co podniecające. To nie są te same rzeczy. Kobiety chcą dobrego, porządnego faceta, który będzie dbał o dom, dzieci i ich komfort. Taki mężczyzna jest atrakcyjny jako stabilny fundament. Ale niekoniecznie nawilża. Podniecenie budzi coś innego. Ci z was, którzy bawią się jeszcze w hookup culture, doskonale wiedzą, że ciężko jest dziś trafić na dziewczynę, która nie prosiłaby w łóżku, aby ją poddusić, ciągnąć za włosy, dać z liścia w twarz, albo opluć. Tego typu pragnieniami przesiąknięta jest dzisiejsza, kobieca pornografia (Grey, 300 dni itd.) Mężczyźni tacy jak brazylijski piłkarz Kaka, czy mąż tej z filmu - są dobrzy i porządni od A o Z. Tak zostali wychowani. 100% niebieskiej pigułki w pigułce. Nie znają tej drugiej strony kobiecej natury oraz jej cichych oczekiwań. Nie każda będzie chciała, żeby jej załadować lepę, która powaliłaby Andrzeja Hołotę. Ale każda chce faceta, który - w największym skrócie - potrafi pobudzać i stymulować kobiece emocje. Mężczyzna, który to zagubił lub nigdy nie nauczył - jest skazany na porażkę. Pamiętajcie panowie o "Efekcie Kaki" – im bardziej się starasz być wyłącznie perfekcyjny, tym większa szansa, że stracisz rodzinę, podczas gdy ona "odnajdzie siebie" w jakiejś zawszonej dziurze, na materacu buhaja - lekkoducha, którego postawiła wyżej niż Ciebie i wasze dzieci. Po co to sobie robić?
0:48

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

Na cześć takich filmów wymyśliłem termin, opisujący pewne zjawisko - "Efekt Kaki". "Efekt Kaki" dotyczy sytuacji, gdy mężczyzna popełnił grzech bycia idealnym mężem i ojcem, przez co nieświadomie podpisał się pod późniejszym, własnym wyrokiem śmierci. Kwiaty na rocznicę, pieluchy zmieniane o północy, śniadania do łóżka i „kochanie, jak minął dzień?” – coś, co powinno nabijać (i kiedyś nabijało) mężczyźnie plusy - w dzisiejszej rzeczywistości powoduje samiczą suchość pochwy, na poziomie Sahary w sierpniowe południe. I to do tego stopnia, że Ostatnie Spierdolenie przybiegnie zablokować wjazd do posesji, a Jakub zWiech ogłosi, że to najcieplejszy miesiąc w jej ważynie, w historii pomiarów. Nie chcę się przerzucać która płeć porzuca rodzinę częściej, bo doskonale wszyscy wiemy, że kutasiarzy robiących to samo, co ten zlepek komórek na filmie, nie brakuje. Natomiast istnieje pewna zasadnicza różnica. Właściwie dwie. 1. Żaden mężczyzna porzucajacy rodzinę, nie nagrywa filmów z zapowiedzią tego faktu i nie wrzuca go na swoje social media. 2. Nie są za to nagradzani przez system sądowniczy. Ad. 1 Coś jest głęboko nie tak z kobietami ogłaszającymi publicznie, że zamierzają rozbić swoją rodzinę i pozbawić trójki dzieci stałej obecności jednego rodzica. I jeszcze same mówią, że ich mężowie są idealni, tacy jak powinni. LOL. To jest z jednej strony tak popierdolone, że aż człowiek naturalnie węszy ustawkę. Ale z drugiej strony, czy powinniśmy się dziwić? Żyjemy w epoce upośledzonego matriarchatu, gdzie bycie ofiarą jest najwyższą walutą, a płeć lepsza jest uznawana za ofiarę by default. Ten właśnie status wykorzystuje szlauf z filmu. "[Jestem ofiarą, bo] nie wiem kim jestem. Nie odnalazłam siebie. Wiem, że to co zrobię, rozstrzaska na kawałki świat moich dzieci. Ale moje poczucie szczęścia jest ważniejsze." "Moje szczęście, mój komfort psychiczny, moja znajomość siebie, Ja, ja, ja." Tyle wystarczy, żeby społeczeństwo się nie czepiało, że lasia właśnie rozwala szczęście, bezpieczeństwo oraz przyszłość swoich dzieci. Jeszcze ona zrzuca winę na niego, że to on nie ma czegoś, czego ona szukała przez 10 lat małżeństwa. Obrzydliwe. Poza tym wszyscy wiemy, że to całe "odnajdywanie siebie" oznacza wjazd na karuzelę kutang. Lasię najzwyczajniej w świecie swędzi między nogami. Tylko próbuje ubrać w słowa tak, żeby nie wyjść na skończone kvrwiszcze. Nie udało się złotko. My wiemy. Ale społeczeństwo wybacza. Skończy się na krytyce w social mediach. Konsekwencji żadnych. Kilka dni temu miał miejsce jeden z najbardziej wiralnych momentów tego roku. CEO pewnej firmy przyłapany na zdradzie w czasie koncertu Coldplay. Zdrada ze swoją podwładną. Już następnego dnia od wydarzenia, znaliśmy tożsamość jego żony, wiedzieliśmy jak wyglądają jego dzieci i było globalne współczucie dla jego rodziny, W SZCZEGÓLNOŚCI dla żony. Natomiast czy ktokolwiek zainteresował się rodziną zdradzającej podwładnej? Ta soccer - mama o aparycji wyłowionego z rzeki trupa, też ma męża. Też ma dzieci. Nikt się nie zająknął. Cała uwaga skupiona na zdradzonej żonie. To są właśnie te detale. Luka empatii chyba się nazywa. Ad. 2 Sądy rodzinne pomagają kobietom takim, jak ta na filmie. Facet nie ma czego szukać na sali rozpraw (bo do zdrady nie doszło), więc zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie, co ustawia taką kvrwe w bardzo korzystnej pozycji. Ten konkretny mężczyzna musi liczyć na to, że małżonkę swędzi w kroku do tego stopnia, że nie będzie chciała angażować dzieci w proces "odnajdywania siebie". W innym wypadku - widzenia tylko w dni, w które mamusia umówiła się z nowym kvtasem na bajlando i nie ma czasu na jakieś tam dzieci. O tym, że to ona przejmie "wspólny dom" i połowę hajsu nawet nie wspominam, bo to oczywiste. Zajebisty system. Rufność jak ja pierdolę. _________________ Gdy kobiety deklarują, że szukają dobrego, porządnego mężczyzny, to nie kłamią. Ale też nie mówią całej prawdy. Widzę coraz częściej, jak mężczyźni nie kumają różnicy między tym, co jest dla kobiet atrakcyjne, a co podniecające. To nie są te same rzeczy. Kobiety chcą dobrego, porządnego faceta, który będzie dbał o dom, dzieci i ich komfort. Taki mężczyzna jest atrakcyjny jako stabilny fundament. Ale niekoniecznie nawilża. Podniecenie budzi coś innego. Ci z was, którzy bawią się jeszcze w hookup culture, doskonale wiedzą, że ciężko jest dziś trafić na dziewczynę, która nie prosiłaby w łóżku, aby ją poddusić, ciągnąć za włosy, dać z liścia w twarz, albo opluć. Tego typu pragnieniami przesiąknięta jest dzisiejsza, kobieca pornografia (Grey, 300 dni itd.) Mężczyźni tacy jak brazylijski piłkarz Kaka, czy mąż tej z filmu - są dobrzy i porządni od A o Z. Tak zostali wychowani. 100% niebieskiej pigułki w pigułce. Nie znają tej drugiej strony kobiecej natury oraz jej cichych oczekiwań. Nie każda będzie chciała, żeby jej załadować lepę, która powaliłaby Andrzeja Hołotę. Ale każda chce faceta, który - w największym skrócie - potrafi pobudzać i stymulować kobiece emocje. Mężczyzna, który to zagubił lub nigdy nie nauczył - jest skazany na porażkę. Pamiętajcie panowie o "Efekcie Kaki" – im bardziej się starasz być wyłącznie perfekcyjny, tym większa szansa, że stracisz rodzinę, podczas gdy ona "odnajdzie siebie" w jakiejś zawszonej dziurze, na materacu buhaja - lekkoducha, którego postawiła wyżej niż Ciebie i wasze dzieci. Po co to sobie robić?

Histeria Bez Dystansu

79,242 просмотров • 10 месяцев назад

Kobiety nie dostają mężczyzn, którzy umieją zmienić koło w samochodzie. A mężczyźni nie dostają kobiet, które w noc poślubną są dziewicami... ... albo chociaż mają mniejszy przebieg niż Honda Civic z 1998 roku, przekazywana z rąk do rąk przez kilkunastu właścicieli, na przestrzeni lat. W takich czasach żyjemy, pogódź się z tym słońce. Dorośnij, zamiast się mazgaić w samochodzie jak 13-latka. Córusie tatusiów są najgorsze... Wychowane w przekonaniu bycia księżniczkami, które są najpiękniejsze, najwspanialsze, wyjątkowe i trzeba rozwijać przed nimi czerwony dywan i wachlować pawimi piórami, gdy wchodzą do Biedry. Jak tylko coś się dzieje w ich życiu nie tak - rzucamy wszystko i lecimy na ratunek. Żyje potem taka z przekonaniem, że mężczyźni to chodzące rozwiązywacze jej problemów. Bo tatuś rozwiązywał jej problemy, więc wszyscy powinni. Na pstryknięcie palcem. Dlaczego? Bo ma tzipe między nogami i jest najwspanialsza, najpiękniejsza - zatem oni powinni CHCIEĆ to robić. Tak jak chciał robić to jej tata. Film nie ma kontekstu, ale już wam mówię, co ją zirytowało. Prawdopodobnie godzinę wcześniej pierdolnęła jej opona, poprosiła jakiegoś gościa o pomoc (co już ją zniesmaczyło, bo powinien sam bez pytania biec z gotową lewarką w ręce). Gość pewnie lekko nieogarnięty w tych sprawach, próbował pomóc, ale nie wiedział co robi, radził się googla albo chatagpt i efekt był taki sobie. Dobre chęci nie wystarczyły, więc doszło do panoramicznego i nagranego na telefonie zesrańska księżniczki. Bo się gdzieś bardzo spieszyła, a tu zonk. Musi czekać na Road Assistance. Mocno winię mężczyzn z pokolenia boomerów, którzy przekazali nam pokolenie roszczeniowych kobiet, dorastających w przekonaniu, że świat kręci się wokół ich krocza, a każdy facet to darmowy mechanik, hydraulik i jeszcze terapeuta w jednym. Te rodziny wyglądały na normalne – oboje rodziców pod jednym dachem, niedzielne obiadki, wakacje nad morzem – ale w rzeczywistości były głęboko dysfunkcyjne. Matka, często sama zbyt liberalna, nie nauczyła córki żadnych „kobiecych” obowiązków: gotowania, sprzątania, dbania o dom czy samodzielności. Regularnie powtarzam, że dzisiejsze młode kobiety nie umieją absolutnie nic, żadnych obowiązków i umiejętności. Wiem, że zaraz ktoś pośle kontrę, że ona ma rację i mężczyźni to dziś cioty - nieudaczniki, bez żadnych umiejętności naprawy czegokolwiek. Świetnie, w takim razie wygląda na to, że na siebie zasługujemy: wy dostajecie fajfusa, który googluje wszystko, bo sam nie wie nic, a my dostajemy przetyraną przez innych księżniczkę, emanującą męską energią, która oczekuje, że świat będzie jej usługiwał. Uczciwy deal, ale raczej mało satysfakcjonujący dla obu stron, co widać po dzietności i masie innych mierzalnych danych.
1:06

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

Kobiety nie dostają mężczyzn, którzy umieją zmienić koło w samochodzie. A mężczyźni nie dostają kobiet, które w noc poślubną są dziewicami... ... albo chociaż mają mniejszy przebieg niż Honda Civic z 1998 roku, przekazywana z rąk do rąk przez kilkunastu właścicieli, na przestrzeni lat. W takich czasach żyjemy, pogódź się z tym słońce. Dorośnij, zamiast się mazgaić w samochodzie jak 13-latka. Córusie tatusiów są najgorsze... Wychowane w przekonaniu bycia księżniczkami, które są najpiękniejsze, najwspanialsze, wyjątkowe i trzeba rozwijać przed nimi czerwony dywan i wachlować pawimi piórami, gdy wchodzą do Biedry. Jak tylko coś się dzieje w ich życiu nie tak - rzucamy wszystko i lecimy na ratunek. Żyje potem taka z przekonaniem, że mężczyźni to chodzące rozwiązywacze jej problemów. Bo tatuś rozwiązywał jej problemy, więc wszyscy powinni. Na pstryknięcie palcem. Dlaczego? Bo ma tzipe między nogami i jest najwspanialsza, najpiękniejsza - zatem oni powinni CHCIEĆ to robić. Tak jak chciał robić to jej tata. Film nie ma kontekstu, ale już wam mówię, co ją zirytowało. Prawdopodobnie godzinę wcześniej pierdolnęła jej opona, poprosiła jakiegoś gościa o pomoc (co już ją zniesmaczyło, bo powinien sam bez pytania biec z gotową lewarką w ręce). Gość pewnie lekko nieogarnięty w tych sprawach, próbował pomóc, ale nie wiedział co robi, radził się googla albo chatagpt i efekt był taki sobie. Dobre chęci nie wystarczyły, więc doszło do panoramicznego i nagranego na telefonie zesrańska księżniczki. Bo się gdzieś bardzo spieszyła, a tu zonk. Musi czekać na Road Assistance. Mocno winię mężczyzn z pokolenia boomerów, którzy przekazali nam pokolenie roszczeniowych kobiet, dorastających w przekonaniu, że świat kręci się wokół ich krocza, a każdy facet to darmowy mechanik, hydraulik i jeszcze terapeuta w jednym. Te rodziny wyglądały na normalne – oboje rodziców pod jednym dachem, niedzielne obiadki, wakacje nad morzem – ale w rzeczywistości były głęboko dysfunkcyjne. Matka, często sama zbyt liberalna, nie nauczyła córki żadnych „kobiecych” obowiązków: gotowania, sprzątania, dbania o dom czy samodzielności. Regularnie powtarzam, że dzisiejsze młode kobiety nie umieją absolutnie nic, żadnych obowiązków i umiejętności. Wiem, że zaraz ktoś pośle kontrę, że ona ma rację i mężczyźni to dziś cioty - nieudaczniki, bez żadnych umiejętności naprawy czegokolwiek. Świetnie, w takim razie wygląda na to, że na siebie zasługujemy: wy dostajecie fajfusa, który googluje wszystko, bo sam nie wie nic, a my dostajemy przetyraną przez innych księżniczkę, emanującą męską energią, która oczekuje, że świat będzie jej usługiwał. Uczciwy deal, ale raczej mało satysfakcjonujący dla obu stron, co widać po dzietności i masie innych mierzalnych danych.

Histeria Bez Dystansu

41,532 просмотров • 5 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

Tak w praktyce na Zachodzie wygląda stan agonalny podstawowej komórki społecznej, rodziny. "Influencerka" na filmie mówi, że dopiero urodziła tego bobasa, a drugie (2-letnie) dziecko jest już wysyłane codziennie do żłobka. Przyznaje, że nigdy nie mogłaby być mamą na pełen etat, a swoją pracę traktuje jako formę ucieczki od obowiązków wobec dzieci. Mówi, że czas spędzany z nimi jest trudny, bo one wymagają ciągłej uwagi. Lasia narzeka publicznie na swoje niemowlaki, że są wymagające. I nie może się doczekać, aż "wróci do korporacyjnego świata, w którym jest jej miejsce". ___________ Umrę na tym wzgórzu, ale zawsze będę twierdził, że social media są 10x bardziej szkodliwe dla kobiet, niż porno dla mężczyzn. Tu nawet nie ma czego porównywać. Świetny też dowód na to, żo żyjemy w ginocentryzmie, a nie patriarchacie. No bo co w analogicznej sytuacji zrobiłby mężczyzna? Nie chce wracać do domu i zajmować się swoimi dziećmi, spędzać z nimi czasu. Więc zostaje dłużej w pracy, wraca do rodziny okrężną drogą, może wstępuje gdzieś do baru na jedno bezalkoholowe. Po wejściu mówi, że jest bardziej zmęczony po pracy, niż w rzeczywistości, więc idzie się położyć. Przyzna się do swojego zachowania może jednemu koledze w pracy, któremu bardziej ufa. Ale przed resztą świata stara się to ukryć. Natomiast co robi kobieta, która nie chce spędzać czasu ze swoimi dziećmi? Nagrywa kurwa filmik. Z DZIECKIEM WIDOCZNYM W KADRZE. I wrzuca w social media, żeby cały świat zobaczył, jakim ciężarem jest dla niej potomstwo. Za kilkanaście lat zobaczą to również jej dzieci. Jak sądzicie, co sobie pomyślą? Jak się poczują? Social media pełnią w życiu kobiety rolę poduszki powietrznej. Szuka potwierdzenia online, że nawet jej najgorsze zachowanie zostanie rozgrzeszone, a ona otrzyma masę wsparcia, szczególnie od innych kobiet. Zapewnienie, że dobrze robi. I dokładnie tak się dzieje niestety. Umysł roju zawsze wspiera. Zawsze rozgrzesza. Regularnie wam wrzucam filmik z jakąś wiedźmą, która w samochodzie wygłasza monolog o tym, jak postanowiła rozwieść się ze swoim mężem, zabrać dzieci. Wymienia jego wszystkie zalety, mówi że jest idealny, ale jej "czegoś" brakuje. Bo "nie odnalazła jeszcze siebie". Takie kobiety zawsze znajdują dla swoich podłych działań masę wsparcia w internecie, wśród innych kobiet - zamiast krytyki i totalnego ostracyzmu. Dlatego to robią. Dlatego idą przez życie myśląc, że nagrywanie takich materiałów jest stosowne, a one są ofiarami. Swoich dzieci i obowiązków z nimi związanych. Lub "ofiarami" zbyt idealnych mężów. Niewyobrażalna, akceptowalna patologia społeczna. I to na masową skalę. A potem się dziwimy, czemu pokolenie Julek gardzi dziećmi i się ich boi. Gdy jednocześnie followują w sm takie "influencerki". _________ Lecz na obronę takich kobiet jak na filmie przyznam, że faktycznie nie zostały zaprojektowane do samodzielnego wychowywania dzieci. Nikt nie został. Rozbicie rodzin wielodzietnych, ich atomizacja to był śmiertelny cios dla przyszłości naszego gatunku. Kiedyś opieka nad małymi dziećmi była rozłożona na całą rodzinę i sąsiedztwo. Starsze rodzeństwo (nawet 7-12-letnie) regularnie pilnowało, karmiło i bawiło młodszych. Ucząc się wcześnie i przy okazji, przyszłych obowiązków jako rodzic. Odpowiedzialności. Bo bycie rodzicem to była kiedyś oczywistość i jedyna pewna ścieżka życiowa. Szczególnie dla kobiet. To był naturalny stan rzeczy. Babcie, ciotki i sąsiadki wspierały matkę. W wielu domach mieszkały 3–4 pokolenia pod jednym dachem. Zapytajcie swoich rodziców lub dziadków, bo oni mogli jeszcze tego doświadczyć. Moja babcia miała pięcioro rodzeństwa. Nawet wywiezieni na Syberię, mieszkali w jednej izbie w 3 pokolenia. Moja babcia dosłownie przeżyła (jako dziecko) dzięki temu, że mieszkała ze swoją babcią, która karmiła ją potajemnie swoimi porcjami jedzenia, przez co ostatecznie sama umarła z głodu. Takie to było pokolenie kobiet. A dzisiejsze narzeka na tik-toku, że muszą spędzić urlop macierzyński ze swoimi dziećmi. LOL. Żyjemy w potwornej, akceptowalnej patologii społecznej. Jest ona systemowa. Znajdujemy się już na etapie oddawania codziennie swoich 2-letnich dzieci obcym ludziom na przechowanie, każdego dnia, bo jakoś musimy wyrobić między pracą, a byciem rodzicem. A jeśli system każe nam wybierać, to nie ma się co dziwić, że jest game over dla naszej dzietności = przyszłości. Gdyby nasi przodkowie mogli zobaczyć jaki system sobie zorganizowaliśmy, to by nas zdzielili po pysku, nie mogąc uwierzyć, jak mogliśmy do tego doprowadzić.

Histeria Bez Dystansu

27,086 просмотров • 3 месяцев назад

Kobieta jest swoim największym wrogiem. A tuż za nią czyha inna kobieta. Niesamowita jest historia z tego filmu XDDDD Tyle lat walki feminizmu, aby "praca nieodpłatna" w domu była wynagradzana. Tutaj lasia zarabiała 10 000 dolarów na godzinę, żyjąc w absolutnym luksusie, w modnym, amerykanskim mieście. Wycieczki, obiadziki w restauracjach itepe. Chvj. Wysadziła swój związek w powietrze. I daję wam kurwa gwarancję, że ta decyzja była konsultowana z umysłem roju. Pieniądze bym na to postawił. Jakieś jej koleżaneczki, hamerykańskie Dominiki doradziły jej, żeby rzuciła chłopa. Baby nie podejmują takich decyzji samodzielnie. Zawsze jest konsultacja z rojem. No i koleżaneczki zobaczyły, że ma za dobrze, przekonały ją że jest uciskana stawką 10k/h i voila. Kolejna ofiara babskiej zazdrości, ukrytej pod fałszywą maską przyjaźni. Siostrzeństwo, my ass. Powiedzcie mi proszę, jak dziś chłopi mają w ogóle odnaleźć się w tej powalonej, dziwnej, niestabilnej, nielogicznej rzeczywistości matrymonialnej? Za biedny, za bogaty, za niski, za wysoki, ciapa i klucha, zbyt kontrolujący, za mały penis, za duży penis. No ludzie. Ten chłop z historii zrobił wszystko jak należy. Spełnił rolę providera i to do tego stopnia, że lasia miała high life. Top 10%. Jedna jedyna prośba, aby mu czasem coś uprała. Nie. Bo nie. Bo w pismach kobiecych mówią, że to pRzEmOc EkOnOmIcZnA, a "koleżanki" potwierdziły. I wiecie co jest dla mnie najbardziej w tym irytujące? Że ona zrobiła to tak naprawdę zupełnie bez powodu. Jakieś kurwa pierdy o tym, że ona jest ambitna, że chce być jego pomocnikiem, EMOCJONALNYM POWIERNIKEM - a pranie to dla niej uwłaczające. Mhm. Powiedzmy sobie szczerze. Gdyby ta lasia była ambitna i miała jakiś pomysł na siebie, to nie musiałaby wybierać między praniem mu kilku gaci, a jakimś mglistym pragnieniem o tym, żeby być jego partnerką biznesową, robić coś ważnego. Ale co konkretnie? Penis wie. Kilka lat byli razem, a ona jeszcze nie wymyśliła niczego konkretnego. Jego kariera zawodowa pozwala im żyć wygodnie w San Francisco. A co przez ten czas wypracowała ona? Zero. Normalna kobieta, która nie ma pomysłu na siebie, po kilku latach związku miałaby dwójkę dzieci. Ale nie wannabe biznesłomenka, od nie wiadomo czego. Kolejna księżniczka, której facet nasmarował tyłek miodem - znudzona dobrobytem, więc rozpierdoliła związek w drobny mak. A teraz zaiwania, żeby opłacić to, o co nie musiała się martwić ze swoim chłopem. Z deszczu pod filipiński tajfun. Taki jest feminizm i zazdrosne kobiety. Ale nie martwcie się. Kobietki wiedzą co robią. A inne wiedzą co doradzić.
3:50

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

Kobieta jest swoim największym wrogiem. A tuż za nią czyha inna kobieta. Niesamowita jest historia z tego filmu XDDDD Tyle lat walki feminizmu, aby "praca nieodpłatna" w domu była wynagradzana. Tutaj lasia zarabiała 10 000 dolarów na godzinę, żyjąc w absolutnym luksusie, w modnym, amerykanskim mieście. Wycieczki, obiadziki w restauracjach itepe. Chvj. Wysadziła swój związek w powietrze. I daję wam kurwa gwarancję, że ta decyzja była konsultowana z umysłem roju. Pieniądze bym na to postawił. Jakieś jej koleżaneczki, hamerykańskie Dominiki doradziły jej, żeby rzuciła chłopa. Baby nie podejmują takich decyzji samodzielnie. Zawsze jest konsultacja z rojem. No i koleżaneczki zobaczyły, że ma za dobrze, przekonały ją że jest uciskana stawką 10k/h i voila. Kolejna ofiara babskiej zazdrości, ukrytej pod fałszywą maską przyjaźni. Siostrzeństwo, my ass. Powiedzcie mi proszę, jak dziś chłopi mają w ogóle odnaleźć się w tej powalonej, dziwnej, niestabilnej, nielogicznej rzeczywistości matrymonialnej? Za biedny, za bogaty, za niski, za wysoki, ciapa i klucha, zbyt kontrolujący, za mały penis, za duży penis. No ludzie. Ten chłop z historii zrobił wszystko jak należy. Spełnił rolę providera i to do tego stopnia, że lasia miała high life. Top 10%. Jedna jedyna prośba, aby mu czasem coś uprała. Nie. Bo nie. Bo w pismach kobiecych mówią, że to pRzEmOc EkOnOmIcZnA, a "koleżanki" potwierdziły. I wiecie co jest dla mnie najbardziej w tym irytujące? Że ona zrobiła to tak naprawdę zupełnie bez powodu. Jakieś kurwa pierdy o tym, że ona jest ambitna, że chce być jego pomocnikiem, EMOCJONALNYM POWIERNIKEM - a pranie to dla niej uwłaczające. Mhm. Powiedzmy sobie szczerze. Gdyby ta lasia była ambitna i miała jakiś pomysł na siebie, to nie musiałaby wybierać między praniem mu kilku gaci, a jakimś mglistym pragnieniem o tym, żeby być jego partnerką biznesową, robić coś ważnego. Ale co konkretnie? Penis wie. Kilka lat byli razem, a ona jeszcze nie wymyśliła niczego konkretnego. Jego kariera zawodowa pozwala im żyć wygodnie w San Francisco. A co przez ten czas wypracowała ona? Zero. Normalna kobieta, która nie ma pomysłu na siebie, po kilku latach związku miałaby dwójkę dzieci. Ale nie wannabe biznesłomenka, od nie wiadomo czego. Kolejna księżniczka, której facet nasmarował tyłek miodem - znudzona dobrobytem, więc rozpierdoliła związek w drobny mak. A teraz zaiwania, żeby opłacić to, o co nie musiała się martwić ze swoim chłopem. Z deszczu pod filipiński tajfun. Taki jest feminizm i zazdrosne kobiety. Ale nie martwcie się. Kobietki wiedzą co robią. A inne wiedzą co doradzić.

Histeria Bez Dystansu

27,255 просмотров • 3 месяцев назад

Nie wiem, co się odpier*ala w hamerykańskich, konserwatywnych małżeństwach, ale chyba musimy odbyć poważną rozmowę na ten temat. Kolejny film z popularnego konta, prowadzonego przez chrześcijańską kobietę, która jest jak ten niedźwiedź, co zobaczył komara na ramieniu człowieka, chciał pomóc, ale strzepując, zamordował go i całą jego rodzinę. Zacznijmy od tego #NieWyjętegoJeszczeZSzafy peałka, który nawet nie potrafi powiedzieć do swojej żony słowa "seks", tylko używa określenia "szachy". No jebłem gromko, muszę powiedzieć. Patrzcie, jak on reaguje na jej odpowiedzi: - Szczerze, kiedy to mówisz, słyszę, że przez najbliższe trzy lata nie pogramy "w szachy". - Mogłabym żyć bez tego. - Świetnie, to sprawia, że czuję się naprawdę dobrze. Kumacie? Ta męsgina właśnie usłyszała, że seks z nim nie jest dla jego żony żadną potrzebą i jest gotowa zamknąć mu wrota rozkoszy na trzykurwa lata. I jedyne na co go było stać, to sarkazm #Japrdl No, ale trudno się dziwić, gdy w kroczu od miesięcy swędzi, a godności nie stwierdzono. Więc typ próbuje negocjować dalej, licząc że ona wypuści zakładnika, którego trzyma między nogami. Na tym etapie to już ciężko winić kombietki, że nie chcą kopulować z czymś takim. Ja wiem, że to scenka i aktor, ale lasia stojąca za tą "produkcją" z czegoś musiała czerpać. A wiemy doskonale, że kobiety umieją czerpać głównie z własnych doświadczeń. Dołujące jest to, że mężczyznom skutecznie wmówiono, że to upadlanie się dla dostępu do ważyny, jest normalne. Wręcz zdrowe, bo sYgNaLiZuJe SwOjE pOtRzEbY, a komunikacja jest przecież podstawą związku. Ja jestem bardziej staromodny i uważam, że negocjować cokolwiek w temacie seksu, to można z prostytutką, a nie z kobietą, która podpisała kontrakt, upoważniający ją do intymności w ramach instytucji, do której weszła dobrowolnie. Poza tym, gdyby te rady z filmu działały, a by uprawiać seks, mężczyzna musi tylko spokojnie, jasno zakomunikować swoje potrzeby, to nigdy, żaden men nie chodziłby po tej ziemi z pełnymi jajami. Niestety relacje z samicami homo sapiens tak nie wyglądają, dlatego film zalatuje sztucznością od pierwszej, do ostatniej sekundy. Najs gaje, porządni faceci, romantycy muszą zmierzyć się ze smutną prawdą... Jeśli zmagasz się z podobnym problemem, co koleś na filmie, to dlatego, że związałeś się z kobietą, która cię nie kocha. Ale tym razem nie będę wskazywał paluchem na winnych, tylko coś ci wyjaśnię. Kobiety potrafią kochać głęboko, ale ich miłość w 99% opiera się na podziwie, co automatycznie anihiluje związki "równościowe". Kobiety kochają głównie poprzez podziw dla męskiej siły i kompetencji. W przeszłości siła mężczyzny była mierzona wprost – np. umiejętnościami łowieckimi czy wojennymi. Współcześnie, w świecie zdominowanym przez technologię, te tradycyjne miary siły zostały zastąpione bardziej subtelnymi, społecznymi formami rywalizacji, jak manipulacja wizerunkiem czy statusem społecznym. To doprowadziło do swoistego paradoksu: mężczyźni, którzy okazują emocje, wrażliwość czy miłość, są postrzegani przez kobiety jako słabi, a tym samym niegodni miłości. To powoduje rozdźwięk – kobiety pragną miłości od mężczyzn, których podziwiają (czyli tych postrzeganych jako silni), ale ci mężczyźni rzadko okazują prawdziwe uczucia, bo nauczyli się poprzez obcowanie z rzeszą kobiet, że dla nich to oznaka słabości. Z kolei mężczyźni, którzy są gotowi okazywać miłość, są odrzucani, bo nie spełniają kryteriów „siły”. Nie mają niczego, co kobiety mogłyby podziwiać. Nazywam to "kobiecym paradoksem miłości". Dla mężczyzn adaptacja do tego świata jest wbrew pozorom prosta – mogą stać się cynicznymi wyrywaczami, lovelasami, ruchaczami, dupkami - unikając emocjonalnej otwartości. Wtedy odniosą sukces z samicami. Dla kobiet jednak jest to trudniejsza sytuacja, bo stają przed wyborem: albo akceptują "pogardę", lub w najlepszym razie chłód emocjonalny od mężczyzn, których podziwiają, albo miłość i oddanie od tych, których nie szanują. Tak naprawdę w związkach, takich jak na filmie przegrywają wszyscy. Oboje nie dostają tego, czego pragną, a kobiety co najwyżej otrzymują "nagrodę pocieszenia", jeśli zdecydują się odejść. Wynagradza ich ginocentryczne społeczeństwo, poprzez dyskryminację mężczyzn w sądach rodzinnych, zapewniając pci lepszej miękkie lądowanko po rozwodzie. Ale to wciąż jest tylko nagroda pocieszenia po grze "w szachy", którą przegrały obie strony.
0:50

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

Nie wiem, co się odpier*ala w hamerykańskich, konserwatywnych małżeństwach, ale chyba musimy odbyć poważną rozmowę na ten temat. Kolejny film z popularnego konta, prowadzonego przez chrześcijańską kobietę, która jest jak ten niedźwiedź, co zobaczył komara na ramieniu człowieka, chciał pomóc, ale strzepując, zamordował go i całą jego rodzinę. Zacznijmy od tego #NieWyjętegoJeszczeZSzafy peałka, który nawet nie potrafi powiedzieć do swojej żony słowa "seks", tylko używa określenia "szachy". No jebłem gromko, muszę powiedzieć. Patrzcie, jak on reaguje na jej odpowiedzi: - Szczerze, kiedy to mówisz, słyszę, że przez najbliższe trzy lata nie pogramy "w szachy". - Mogłabym żyć bez tego. - Świetnie, to sprawia, że czuję się naprawdę dobrze. Kumacie? Ta męsgina właśnie usłyszała, że seks z nim nie jest dla jego żony żadną potrzebą i jest gotowa zamknąć mu wrota rozkoszy na trzykurwa lata. I jedyne na co go było stać, to sarkazm #Japrdl No, ale trudno się dziwić, gdy w kroczu od miesięcy swędzi, a godności nie stwierdzono. Więc typ próbuje negocjować dalej, licząc że ona wypuści zakładnika, którego trzyma między nogami. Na tym etapie to już ciężko winić kombietki, że nie chcą kopulować z czymś takim. Ja wiem, że to scenka i aktor, ale lasia stojąca za tą "produkcją" z czegoś musiała czerpać. A wiemy doskonale, że kobiety umieją czerpać głównie z własnych doświadczeń. Dołujące jest to, że mężczyznom skutecznie wmówiono, że to upadlanie się dla dostępu do ważyny, jest normalne. Wręcz zdrowe, bo sYgNaLiZuJe SwOjE pOtRzEbY, a komunikacja jest przecież podstawą związku. Ja jestem bardziej staromodny i uważam, że negocjować cokolwiek w temacie seksu, to można z prostytutką, a nie z kobietą, która podpisała kontrakt, upoważniający ją do intymności w ramach instytucji, do której weszła dobrowolnie. Poza tym, gdyby te rady z filmu działały, a by uprawiać seks, mężczyzna musi tylko spokojnie, jasno zakomunikować swoje potrzeby, to nigdy, żaden men nie chodziłby po tej ziemi z pełnymi jajami. Niestety relacje z samicami homo sapiens tak nie wyglądają, dlatego film zalatuje sztucznością od pierwszej, do ostatniej sekundy. Najs gaje, porządni faceci, romantycy muszą zmierzyć się ze smutną prawdą... Jeśli zmagasz się z podobnym problemem, co koleś na filmie, to dlatego, że związałeś się z kobietą, która cię nie kocha. Ale tym razem nie będę wskazywał paluchem na winnych, tylko coś ci wyjaśnię. Kobiety potrafią kochać głęboko, ale ich miłość w 99% opiera się na podziwie, co automatycznie anihiluje związki "równościowe". Kobiety kochają głównie poprzez podziw dla męskiej siły i kompetencji. W przeszłości siła mężczyzny była mierzona wprost – np. umiejętnościami łowieckimi czy wojennymi. Współcześnie, w świecie zdominowanym przez technologię, te tradycyjne miary siły zostały zastąpione bardziej subtelnymi, społecznymi formami rywalizacji, jak manipulacja wizerunkiem czy statusem społecznym. To doprowadziło do swoistego paradoksu: mężczyźni, którzy okazują emocje, wrażliwość czy miłość, są postrzegani przez kobiety jako słabi, a tym samym niegodni miłości. To powoduje rozdźwięk – kobiety pragną miłości od mężczyzn, których podziwiają (czyli tych postrzeganych jako silni), ale ci mężczyźni rzadko okazują prawdziwe uczucia, bo nauczyli się poprzez obcowanie z rzeszą kobiet, że dla nich to oznaka słabości. Z kolei mężczyźni, którzy są gotowi okazywać miłość, są odrzucani, bo nie spełniają kryteriów „siły”. Nie mają niczego, co kobiety mogłyby podziwiać. Nazywam to "kobiecym paradoksem miłości". Dla mężczyzn adaptacja do tego świata jest wbrew pozorom prosta – mogą stać się cynicznymi wyrywaczami, lovelasami, ruchaczami, dupkami - unikając emocjonalnej otwartości. Wtedy odniosą sukces z samicami. Dla kobiet jednak jest to trudniejsza sytuacja, bo stają przed wyborem: albo akceptują "pogardę", lub w najlepszym razie chłód emocjonalny od mężczyzn, których podziwiają, albo miłość i oddanie od tych, których nie szanują. Tak naprawdę w związkach, takich jak na filmie przegrywają wszyscy. Oboje nie dostają tego, czego pragną, a kobiety co najwyżej otrzymują "nagrodę pocieszenia", jeśli zdecydują się odejść. Wynagradza ich ginocentryczne społeczeństwo, poprzez dyskryminację mężczyzn w sądach rodzinnych, zapewniając pci lepszej miękkie lądowanko po rozwodzie. Ale to wciąż jest tylko nagroda pocieszenia po grze "w szachy", którą przegrały obie strony.

Histeria Bez Dystansu

45,665 просмотров • 7 месяцев назад

"Polska - jedyny kraj, gdzie po zmroku to murzyn musi uciekać przed samotną k0bietą". Daję w cytat, bo zajebałem XD
1:38

Sensitive content

This media may contain sensitive content.

HisteriaDystans's profile picture

"Jeśli nie masz dzieci, to wszystko co robisz w życiu, jest misją poboczną". Patrzcie, kolejna "szczęśliwa" bezdzietna, próbująca nas wszystkich przekonać jak bardzo jest happy. Wymienia nawet rzeczy, które może robić dzięki temu, że się nie rozmnożyła. Spójrzmy: 1. Spanie tak długo, jak chce. 2. Rozkoszowanie się przerwą na kawę. 3. Wydawanie zarobionych pieniędzy na jakieś plastikowe pierdoły. 4. Cisza (+ możliwość zapalania świec zapachowych). 5. Oglądanie kreskówek. 6. Brunch i drink w środku dnia, których nigdy nie omija. Czy tylko mi jej życie przypomina fabułę filmu "Kevin sam w domu"? On też (początkowo) cieszył się wolnością oraz ciszą w pustym domu, spał do późna, oglądał kreskówki, pił alkohol starego, kupował niezdrowe żarcie, którym potem się rozkoszował przed telewizją. Zapalał świece do obiadu. Tak właśnie wygląda świat dzieci, gdy da się im wolność. Ta typiara - robiąca na filmie makaroniarski gest rękami chuj wie po co - prowadzi życie dziecka. Żyjemy w czasach kryzysu dojrzałości. Niska dzietność jest jedną ze smutnych tego konsekwencji. Ludzie nie chcą mieć dzieci, ponieważ mentalnie sami nimi są. I żyją jak one. Bojąc się jak ognia obowiązków i odpowiedzialności za kogoś innego. Życie jak dziecko daje chwilową radość, ale nawet Kevin, po tygodniu bez swojej, dalekiej od doskonałości rodziny, zaczął za nią tęsknić. Wierzę w istnienie ludzi, którzy nie mają dzieci i są szczęśliwi. To wąska, ale rzeczywista grupa. Lecz nigdy w życiu nie zrobiliby takiego filmu. Dlatego gdy widzę kolejną paniusię, długo po ścianie i niemal po szansie na rodzicielstwo, filmującą siebie w trakcie degustacji margarity i argumentującą, że to dzięki braku gówniaka, to... ... gotcha bitch! - właśnie wyoutowałaś swoje piekło życia codziennego, które za pomocą copium filmowego próbujesz zakrzyczeć. Przykryć. Szczęście lubi ciszę, a nieszczęście towarzystwo, dlatego te wszystkie kobiety nagrywają swoje smutne, nudne i bezproduktywne życie, zapraszają nas do niego na chwilę, licząc że przyklaśniemy, nie zauważając prawdy. Ale my ją doskonale widzimy. Nawet nie wiem jak doszliśmy do miejsca, w którym stwierdzenie, że życie bez dzieci (w szczególności starość) jest bardzo przygnębiające - to wielka kontrowersja. Od lat feministki wyśmiewają przysłowiową szklankę podawaną na starość przez dzieci. Bo ich zdaniem zrobi to pielęgniarka i nie będzie żadnej różnicy. Siur. Ostatnio lata po necie spot kampanii społecznej - młody koleś dosiada się do babinki w autobusie, coś zaczyna do niej mówić, ona przeszczęśliwa, że może z kimś porozmawiać. Ostatecznie okazuje się, że chłopak miał bezprzewodowe słuchawki pod czapką i rozmawiał z kimś innym. Trafia do mnie ta kampania, chociaż uważam, że jest przedstawiona bardzo delikatnie. Rzeczywistość często wygląda o wiele gorzej. Gdy jako młody chłopak na początku drogi zawodowej pracowałem jako listonosz, miałem dwie takie babinki na rejonie. Mężów już na tym świecie nie było, więc mieszkały same. Od lat. I ja, w dniu wypłaty emerytury, byłem ich jedną z dwóch, trzech szans w ciągu miesiąca na kontakt z innym człowiekiem. Nie ukrywam, że było to kłopotliwe dla mojej pracy, której w dniu wypłat zawsze miałem najwięcej. I tak jak normalnie wypłacenie emerytury zajmowało mi 5-10 minut, u tych dwóch babinek to była zawsze co najmniej godzina. Po prostu nie dopuszczały do świadomości wypuszczenia mnie szybko z domu. Czasem fizycznie, swoim ciałem zagradzały mi możliwość wyjścia:)) Ale były miłe i przeokrutnie samotne, chciały z kimś porozmawiać, więc zostawałem na te kilkadziesiąt minut. Chociaż i tak musiałem być bardzo stanowczy, gdy już naprawdę musiałem iść dalej. To doświadczenie dość szybko ukształtowało moje spojrzenie na ludzką samotność, którą postrzegam jako coś gorszego niż 99.9% znanych nam chorób. Samotność jest realnym doświadczeniem wielu ludzi, a starość ją uwypukla z brutalną szczerością. Udawanie, iż brak dzieci, relacji, brak więzi i brak bliskości nie ma żadnych konsekwencji, jest zwykłym zaklinaniem rzeczywistości. Do tego żałosnym, skoro po stronie plusów samotności na życzenie, wymieniane jest chlanie drinków w środku dnia, albo spanie do 13:00. Bez żadnych ludzi wokół. Mi to bardziej przypomina objawy depresji, a nie szczęśliwego życia. I może właśnie dlatego wiele osób tak agresywnie broni swojej narracji: bo rzeczy, o których nie chcemy myśleć, gdy wiemy że definitywnie zaprzepaściliśmy szansę, najczęściej krzyczą najmocniej. Ta baba na filmie już nie będzie mieć swoich dzieci. Ten pociąg odjechał. I gdy duma oraz szczeniackie "na przekór" nie pozwala przyznać się do porażki obranej drogi życiowej, widzimy takie właśnie tik toki. I niestety będzie ich coraz więcej.

Histeria Bez Dystansu

33,045 просмотров • 6 месяцев назад

HisteriaDystans's profile picture

Czasem tak sobie móżdżę o ukrytej, nieoczywistej cenie, jaką dzisiejsi mężczyźli płacą za to, że ich ojcowie i dziadkowie wypracowali własną krwią oraz innowacjami technologicznymi, najbezpieczniejsze czasy w naszej historii. Możemy wymieniać masę pozytywnych konsekwencji życia w bezpiecznych czasach, ale dla męskiego ducha znajdzie się kilka bardzo negatywnych aspektów takiego stanu rzeczy. W naszej antyreligijnej kulturze w ogóle nie mówi się o śmierci. To temat tabu. Unikamy jak ognia, za wszelką cenę. Nawet o starości nie umiemy rozmawiać. Wolimy ze strachu dać się zamknąć na rok w domach, z powodu mało groźnego wirusa - celebryty, zamiast odbyć poważną rozmowę o przemijaniu oraz o tym, że jesteśmy tylko istotami śmiertelnymi. Małą cząstką, dostępującą chwilowego zaszczytu uczestnictwa w niekończącym się cyklu życia. I kostucha zabierze nas wszystkich, bez wyjątku. Danse macabre, bracia i siostry. Ale wiecie co? Śmierć była kiedyś inna. Była ważna. Romantyczna. W średniowieczu istniało ars moriendi - sztuka umierania. Uczono się jej tak samo jak życia. Dobra śmierć była świadoma i godna, doświadczana przy ludziach. Rycerze nie bali się śmierci. Bali się śmierci bez znaczenia. Roland z "Pieśni o Rolandzie" umiera z twarzą zwróconą ku wrogowi i ku Bogu, czyniąc z własnego końca moment chwały, a nie porażki. W Japonii samurajowie wierzyli, że lepiej umrzeć we właściwym momencie, niż żyć zhańbionym. Seppuku było rytuałem bardzo estetycznym, świadomym, poprzedzonym poezją. Śmierć była wyborem, a nie zdarzeniem losowym. Nawet danse macabre - taniec śmierci - nie miał na celu paraliżować strachem. Przypominał nam tylko, że wszyscy tańczymy razem: król, mnich, żołnierz i żebrak. Śmierć była towarzyszem nas wszystkich. Nie istniało tabu. Słuchajcie, ja uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Słabość dzisiejszych, zachodnich mężczyzn, ich nieumiejętność kontrolowania swoich kobiet, przegrywany powoli wyścig z innymi cywilizacjami, katastrofalna dzietność, kolonizacja Europy, depresja, dekadencja itd. To wszystko ma swoje głębokie powody. Jest ich wiele i zmiana naszego podejścia do śmierci, odarcie jej z romantyzmu, ważności, istotnej roli czy samej obecności w naszym życiu, strach przed nią - jest jednym z najrzadziej omawianych, lecz ważnych powodów. Nie bez przyczyny nie widzimy już publicznych egzekucji. Boimy się widoku śmierci, zasłaniając się argumentem, że to niehumanitarne. Dziś nawet żołnierze nie umierają romantycznie. Godnie. Na polu walki coraz rzadziej patrzysz przeciwnikowi prosto w oczy. Za to coraz częściej ganiasz w berka z wrogim dronem, sterowanym przez jakiegoś ulańca, siedzącego przed monitorem 700 km dalej, który był bardzo dobry w Battlefield 4 i przeniósł swoją pasję na prawdziwe pole walki. I jesteś przez niego wysadzany w powietrze, jak jakiś pierdolony budynek z wadą konstrukcyjną. Jak NPC w grze na playstation. Jesteś postacią wirtualną. Czerwoną kropką na czyimś monitorze. Śmierć przestała być lustrem, w którym mężczyzna może się przejrzeć. Kobiety są pełne paradoksów i sprzeczności, ale to być może jest męski paradoks. Mężczyzni dążą do stworzenia społeczeństwa bezpiecznego dla siebie oraz przede wszystkim dla innych. Ale jednocześnie, w całym tym procesie umiera pewna bardzo ważna, pierwotna cząstka naszej duszy oraz tego, kim jesteśmy.

Histeria Bez Dystansu

17,315 просмотров • 4 месяцев назад