Marcin Józefaciuk's banner
Marcin Józefaciuk's profile picture

Marcin Józefaciuk

@M_Jozefaciuk29,546 subscribers

Nauczyciel, ultramaratończyk, Poseł na Sejm RP X kadencji

Shorts

Szanowni Państwo, przed Państwem Minister Edukacji Barbara Nowacka w PolsatNews.pl Mizoandria na całego. A gdyby takie coś powiedział mężczyzna w stosunku do kobiety? Powinna przeprosić natychmiast!

Szanowni Państwo, przed Państwem Minister Edukacji Barbara Nowacka w PolsatNews.pl Mizoandria na całego. A gdyby takie coś powiedział mężczyzna w stosunku do kobiety? Powinna przeprosić natychmiast!

82,739 Aufrufe

„Państwu się chyba pomyliły Izby - to nie jest Sejm.” - to cytat prowadzącej obrady Senatu wicemarszałek Biejat, próbującej uspokoić salę. Takie słowa z ust wicemarszałek Senatu z Lewicy są nie tylko aroganckie. Są politycznie niebezpieczne. Bo zaczynamy dochodzić do sytuacji, w której jedna izba parlamentu próbuje budować swoją „wyższość” poprzez publiczne poniżanie drugiej. A to jest droga donikąd. Sejm i Senat mogą się różnić. Mogą mieć inne tempo pracy, inną kulturę debaty, inne emocje. Ale nadal tworzą jeden parlament i jedną władzę ustawodawczą Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego wicemarszałek Senatu nie ma prawa zachowywać się tak, jakby Sejm był jakimś gorszym sortem demokracji. To było butne, pogardliwe i skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie że padło z ust polityczki środowiska, które codziennie poucza wszystkich o „języku szacunku”, „standardach” i „mowie pogardy”. Wczorajsze obrady Senatu pokazały jedno bardzo wyraźnie: emocje, krzyki i chaos nie są wyłącznie domeną Sejmu. Senatorowie również ignorowali upomnienia, przekrzykiwali się i nie reagowali na dzwonek prowadzącej obrady. Różnica polega na tym, że nikt z Sejmu nie wychodził potem i nie próbował upokarzać całej drugiej Izby. To zaczyna wyglądać jak świadome budowanie podziału między Sejmem a Senatem. Jak próba stworzenia narracji, że „tam jest motłoch, a tutaj elita”. Tylko że demokracja parlamentarna nie polega na wzajemnej pogardzie między izbami państwa. Można było uspokoić obrady z klasą. Można było zachować powagę funkcji. Można było nie dolewać oliwy do ognia. Ale wybrano polityczny przytyk i publiczne uderzenie w Sejm RP. Nie zgadzam się na takie traktowanie izby, której jestem członkiem. I nie zgadzam się na psucie autorytetu parlamentu przez ludzi, którzy sami tak chętnie mówią o szacunku i standardach.

„Państwu się chyba pomyliły Izby - to nie jest Sejm.” - to cytat prowadzącej obrady Senatu wicemarszałek Biejat, próbującej uspokoić salę. Takie słowa z ust wicemarszałek Senatu z Lewicy są nie tylko aroganckie. Są politycznie niebezpieczne. Bo zaczynamy dochodzić do sytuacji, w której jedna izba parlamentu próbuje budować swoją „wyższość” poprzez publiczne poniżanie drugiej. A to jest droga donikąd. Sejm i Senat mogą się różnić. Mogą mieć inne tempo pracy, inną kulturę debaty, inne emocje. Ale nadal tworzą jeden parlament i jedną władzę ustawodawczą Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego wicemarszałek Senatu nie ma prawa zachowywać się tak, jakby Sejm był jakimś gorszym sortem demokracji. To było butne, pogardliwe i skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie że padło z ust polityczki środowiska, które codziennie poucza wszystkich o „języku szacunku”, „standardach” i „mowie pogardy”. Wczorajsze obrady Senatu pokazały jedno bardzo wyraźnie: emocje, krzyki i chaos nie są wyłącznie domeną Sejmu. Senatorowie również ignorowali upomnienia, przekrzykiwali się i nie reagowali na dzwonek prowadzącej obrady. Różnica polega na tym, że nikt z Sejmu nie wychodził potem i nie próbował upokarzać całej drugiej Izby. To zaczyna wyglądać jak świadome budowanie podziału między Sejmem a Senatem. Jak próba stworzenia narracji, że „tam jest motłoch, a tutaj elita”. Tylko że demokracja parlamentarna nie polega na wzajemnej pogardzie między izbami państwa. Można było uspokoić obrady z klasą. Można było zachować powagę funkcji. Można było nie dolewać oliwy do ognia. Ale wybrano polityczny przytyk i publiczne uderzenie w Sejm RP. Nie zgadzam się na takie traktowanie izby, której jestem członkiem. I nie zgadzam się na psucie autorytetu parlamentu przez ludzi, którzy sami tak chętnie mówią o szacunku i standardach.

94,660 Aufrufe

Dziwny pośpiech u posła Zbigniew Ziobro | SP

Dziwny pośpiech u posła Zbigniew Ziobro | SP

72,261 Aufrufe

Videos

M_Jozefaciuk's profile picture

Pani Minister A. Dziemianowicz-Bąk , tak na serio? „Bóle menstruacyjne nie należą do problemów mężczyzn”. Oczywiście, że nie (chociaż Pani koleżanka z klubu może się z tym nie zgodzić). Ale równe traktowanie pracowników jest problemem nas wszystkich. Nie kwestionuję bólu menstruacyjnego. Jeśli pracownica cierpi tak mocno, że nie może wykonywać pracy - potrzebuje pomocy, diagnozy, leczenia i możliwości odpoczynku. Dokładnie tak samo jak mężczyzna cierpiący z powodu migreny, kolki nerkowej, choroby urologicznej czy innej poważnej dolegliwości. Jeżeli obok mnie ktoś cierpi to pomogę mu dotrzeć do lekarza. Nie będę najpierw pytał, jakiej jest płci i który organ boli oraz jak mocno. Pani odpowiedź omija sedno sprawy. Nikt nie pytał, czy mężczyźni miesiączkują. Pytanie brzmi - dlaczego w nadzorowanych przez Panią OHP pracownice otrzymały prawo do nawet 12 dodatkowych, pełnopłatnych dni wolnych rocznie, a pracownik cierpiący z powodu równie silnego bólu nie ma żadnego odpowiednika? Jedna osoba dostaje dodatkowy płatny dzień. Druga musi skorzystać z urlopu wypoczynkowego albo zwolnienia lekarskiego. Jedynym kryterium różnicującym jest płeć. To nie jest równe traktowanie. Solidarność pracownicza nie polega na dzieleniu bólu na kobiecy, zasługujący na dodatkowe uprawnienie, i męski, który pracownik ma rozwiązać sam. Solidarność polega na tym, że każda osoba czasowo niezdolna do pracy otrzymuje pomoc według stanu zdrowia, a nie płci. Jeżeli celem jest umożliwienie jednego dnia odpoczynku bez biurokracji lekarskiej, wprowadźmy dzień zdrowotny dostępny dla każdego pracownika. Jeżeli problemem jest bolesna menstruacja, zapewnijmy szybką diagnostykę i leczenie, także endometriozy. Ale nie twórzmy dodatkowego świadczenia wyłącznie dla jednej płci, a pytań o jego zgodność z zasadą równego traktowania nie zbywajmy wykładem o biologii. Dobre intencje nie uchylają prawa do równego traktowania. Prawa pracownicze są dla wszystkich. Koniec i kropka.

Marcin Józefaciuk

114,635 Aufrufe • vor 27 Tagen

M_Jozefaciuk's profile picture

Nie sprawia mi to przyjemności, ale też nie mogę siedzieć cicho. Wiceminister edukacji Izabela Ziętka opublikowała film dotyczący prezydenckiego weta wobec ustawy o państwowym e-dzienniku. Ponieważ to ja wnioskowałem o to weto, a wcześniej przeprowadziłem kontrole w Ministerstwie Edukacji i Ministerstwie Cyfryzacji, odpowiadam. Fragment po fragmencie. Czasami słowo po słowie. Niczego nie wycinam i nie pomijam. Nie pozwolę wmówić rodzicom, że muszą płacić za sprawdzanie ocen. Podstawowy dostęp przez przeglądarkę nadal jest bezpłatny. Płatne bywają wybrane funkcje dodatkowe. Nie pozwolę też mówić, że MEN przygotowało gotowy e-dziennik. Techniczne rozwiązanie tworzyły MC i COI, a podczas kontroli pokazano mi MVP, nie kompletny, przetestowany i gotowy system. MEN nie przedstawiło pełnych wymagań, wyników testów ani dokumentów potwierdzających gotowość rozwiązania. To nie miał być zwykły test. Planowano pilotaż w prawdziwych szkołach, na rzeczywistych danych dzieci, z dodatkowym dziennikiem prowadzonym przez nauczycieli równolegle z dotychczasowym. Bez ustawowej gwarancji dodatkowego wynagrodzenia. Państwowy system również nie był „za darmo”. Miał kosztować podatników ponad 216 milionów złotych. Zgłosiłem poprawkę gwarantującą brak opłat, reklam i ofert handlowych. Nie została przyjęta. Chcę państwowego e-dziennika. Ale bezpiecznego, kompletnego i rzeczywiście pomagającego szkołom. Najpierw testy na danych syntetycznych i niezależne audyty. Następnie pilotaż przez cały rok szkolny 2027/2028. Jeżeli wyniki będą pozytywne, uruchomienie od września 2028 roku. Weto zatrzymało złą ustawę. Nie zatrzymało e-dziennika. Obejrzyjcie cały film i sami oceńcie, gdzie są fakty, a gdzie półprawdy, przemilczenia i manipulacje. #walczsercem #szkola #edukacja #edziennik

Marcin Józefaciuk

24,674 Aufrufe • vor 17 Tagen

M_Jozefaciuk's profile picture

MEN ma receptę na wypalenie nauczycieli - potraktujcie szkołę jak przygodę. Kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego młoda nauczycielka pyta sekretarz stanu w MEN o wypalenie zawodowe i systemowe działania ministerstwa. Nie pyta o motywacyjny cytat. Pyta, co państwo zamierza zrobić. W odpowiedzi słyszy, że każdy uczeń to „trochę inna przygoda”, pani wiceminister zawsze lubiła uczyć, a zawód nauczyciela jest bardzo zmienny. To ma być systemowa odpowiedź? Brzmi to tak, jakby wypaleni nauczyciele po prostu za mało lubili uczyć. Jakby problemem było ich nastawienie, a rozwiązaniem odrobina ekscytacji. Wystarczy założyć kapelusz Indiany Jonesa, chwycić Kompas Jutra i ruszyć ku kolejnej reformie. Tylko że badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Warszawski na zlecenie ZNP objęło blisko 1800 pracowników oświaty i pokazało, że: 🔹 50 proc. doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego skumulowanego stresu. 🔹 60 proc. cierpi na silne dolegliwości somatyczne, w tym bezsenność, przewlekły ból i wyczerpanie. 🔹 72 proc. nie potrafi jednoznacznie zadeklarować, że pozostanie w zawodzie. 🔹 Aż 13 z 20 najbardziej uciążliwych stresorów ma charakter systemowy. Jednym z nich jest chaos legislacyjny i wprowadzanie ciągłych zmian bez czasu na przygotowanie. Naukowcy mówią, że ciągłe zmiany przeciążają nauczycieli. A MEN mówi - zmienność zawodu chroni przed wypaleniem. Czyli pomylono przyczynę z terapią. Na pytanie o rozwiązania systemowe powinna paść odpowiedź o ograniczeniu biurokracji, stabilności prawa, realnym wsparciu psychologicznym, ochronie prawnej, warunkach pracy, wynagrodzeniach i wpływie nauczycieli na reformy. Zamiast tego dostaliśmy anegdotę o własnej pracy akademickiej oraz pogadankę o przygodzie. Praca nauczyciela może być pasją. Może dawać radość i satysfakcję. Ale jest też niezwykle odpowiedzialną funkcją, która kształtuje kolejne pokolenia. Przygoda może być metaforą. Nie może być polityką państwa wobec wypalenia zawodowego. Mnie to zwyczajnie wkurza. Bo nauczyciele nie potrzebują infantylizowania ich problemów ani coachingu od ministerstwa. Potrzebują, żeby MEN najpierw uznało skalę kryzysu, potem przestało go pogłębiać, a na końcu przedstawiło konkretny plan działania. A reakcja młodej nauczycielki? Bezcenna. #walczsercem #edukacja #szkoła

Marcin Józefaciuk

25,816 Aufrufe • vor 23 Tagen

M_Jozefaciuk's profile picture

Nie bronię obecnego kierownictwa MEN. Bronię faktów. Wokół żywienia w szkołach narosło tyle emocji, że warto uporządkować trzy podstawowe kwestie. 1. Rozporządzenia nie wydało MEN, lecz Ministerstwo Zdrowia. Minister Barbara Nowacka może je komentować, czasem niestety nieprecyzyjnie, ale nie MEN jest autorem tych przepisów. 2. Większość przedstawianych dziś zasad nie jest nowa. Obowiązywały już od 2016 roku, na podstawie rozporządzenia podpisanego przez ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, gdy edukacją kierowała Anna Zalewska. Już wtedy wymagano: ✅ warzywa lub owocu w każdym posiłku; ✅ ryby co najmniej raz w tygodniu; ✅ produktów zbożowych w śniadaniu, obiedzie i kolacji; ✅ dwóch porcji mleka lub produktów mlecznych dziennie; ✅ przygotowywania potraw z naturalnych składników; ✅ przestrzegania limitów cukru, tłuszczu i soli; ✅ najwyżej dwóch potraw smażonych od poniedziałku do piątku. Potraw smażonych, a nie smażonego mięsa. To dwa różne pojęcia. Rzeczywiste nowości to między innymi potrawa ze strączków bez produktów odzwierzęcych raz w tygodniu, dwie zupy na wywarze warzywnym, przewaga warzyw nad owocami, dwa obiady z porcją świeżego mięsa wraz z roślinną alternatywą, dokładniejsze normy energetyczne oraz niższe limity cukrów w części produktów. Zmian jest więc kilka, ale większość systemu istniała już od dziesięciu lat. 3. Rozporządzenie nie wprowadza diety planetarnej. Określenie „dieta planetarna” nawet w nim nie występuje. Dieta planetarna jest całościowym modelem żywienia, opartym przede wszystkim na warzywach, pełnych ziarnach, strączkach i orzechach. Uwzględnia również wpływ produkcji żywności na klimat, wodę, ziemię i bioróżnorodność. Rozporządzenie MZ reguluje jedynie jedzenie podawane i sprzedawane w placówkach. Nie określa pełnych proporcji diety planetarnej ani celów środowiskowych. Tworzy szkolny model żywienia mieszanego, który wykorzystuje tylko niektóre podobne rozwiązania. Są pytania, które naprawdę trzeba zadać: kto pokryje koszty, jak ograniczyć marnowanie jedzenia, jak uwzględnić wybiórczość pokarmową dzieci i czy szkoły otrzymały odpowiednie wsparcie organizacyjne. Rozmawiajmy o tych problemach. Krytykujmy, gdy jest za co. Ale nie przypisujmy MEN rozporządzenia MZ, nie przedstawiajmy starych zasad jako rewolucji i nie nazywajmy szkolnego jadłospisu dietą planetarną. Najpierw fakty. Potem polityczna dyskusja. #walczsercem #zdrowie #szkola

Marcin Józefaciuk

15,028 Aufrufe • vor 14 Tagen

M_Jozefaciuk's profile picture

„Najpierw ludzie, potem ludzie”? Chyba najpierw pogarda. Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opowiedziała, jak wyobraża sobie człowieka popierającego prawicę. Pracuje bez wytchnienia, bez płatnego urlopu i bez wynagrodzenia za nadgodziny. Wraca do domu, siada przed komputerem i obraża Ukraińców, Unię Europejską oraz „wstrętne urzędniczki”. Pani Minister, człowiek pozbawiony praw pracowniczych nie jest materiałem na hejtera. Jest obywatelem, którego prawa powinna Pani chronić. Badania rzeczywiście pokazują, że niepewność ekonomiczna i rozpad więzi społecznych mogą sprzyjać radykalizacji. Nie pokazują jednak, że każdy zmęczony pracownik wraca z zakładu pracy i zaczyna nienawidzić Ukraińców czy urzędniczek. To nie jest rzetelna diagnoza. To klasowy stereotyp i protekcjonalna psychoanaliza ludzi, których Lewica podobno chce reprezentować. Dlaczego w Polsce nadal ludzie pracują bez gwarancji płatnego urlopu, bez zapłaty za nadgodziny i bez poczucia stabilności? To Pani działka. Zamiast odpowiedzi dostajemy opowieść, że skrzywdzony pracownik jest potencjalnym ksenofobem, hejterem i wrogiem Unii. W swojej wypowiedzi to Pani hejtuje i używa dehumanizującego języka. Czyżby ktoś za nadgodziny nie płacił w ministerstwie? Nie zwalcza się radykalizmu pogardą. Nie odbudowuje się wspólnoty, nazywając przeciwników „pleśnią”. Nie odzyskuje się ludzi, robiąc z nich karykaturę. Najpierw ludzie? To zacznijcie ludzi słuchać, zamiast diagnozować ich z partyjnej sceny. Rozumiem, że kampania się zaczęła, ale język pogardy i hejtu to nie coś, czego oczekuje młody człowiek.... I nie bronię radykalizmu - każdy radykalizm uważam za złośliwy - lewicowy też. Po prostu nie wyrażam zgody na hejt i pogardę wobec ludzi.

Marcin Józefaciuk

47,008 Aufrufe • vor 2 Monaten

M_Jozefaciuk's profile picture

Wystarczy dać im mówić. Senator Waldemar Witkowski (przewodniczący Unii Pracy, wystawiony przez KW Nowa Lewica jako kandydat Lewicy w pakcie senackim i przewodniczący senackiej Komisji Edukacji) powiedział, że „pewnie trochę błędem” było przyznanie nauczycielom w 2024 roku podwyżek 30–33% naraz. Według niego lepiej było dać 4 razy po 7,5 proc. albo 3 razy po 10 proc., bo nauczyciele byliby wtedy bardziej zadowoleni. Swoją drogą szacun za matematyczną precyzję. Jeżeli miałyby to być rzeczywiście kolejne podwyżki, cztery po 7,5 proc. dają łącznie 33,55 proc., a trzy po 10 proc. – 33,1 proc. Jeżeli natomiast każdą część liczylibyśmy od tej samej, starej podstawy, nie byłyby to trzy lub cztery podwyżki, lecz jedna 30-procentowa podwyżka wypłacana w ratach. Albo procent składany, albo polityczne składanie jednej podwyżki w kilka komunikatów. Senator dodał jeszcze, że „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, a gdy zwrócono uwagę na jego polityczną szczerość, powołał się na Machiavellego. I wszystko jasne. Nie ludzie. Nie nauczyciele. Nie godność ich pracy. Najważniejsze okazuje się zarządzanie ich oczekiwaniami: dawkować wzrost wynagrodzeń, ogłaszać sukces kilka razy i liczyć na dłuższe zadowolenie. Podwyżki z 2024 roku nie były łaską. Były próbą nadrobienia lat, w których nauczycielskie płace nie nadążały za inflacją. Nauczyciele potrzebują trwałego powiązania wynagrodzeń ze średnią pensją, a nie wykładu z matematyki politycznej i socjotechniki. Ktoś oddał na niego głos. Ktoś wystawił go jako kandydata paktu senackiego. Ktoś powierzył mu kierowanie Komisją Edukacji. Brak słów. Szkoda słów. Takie traktowanie nauczycieli będzie trwało, dopóki nie spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem całego środowiska. A Lewica właśnie jeździ po Polsce pod hasłem: „Najpierw ludzie, potem ludzie”. Po tej wypowiedzi wiadomo już, co to znaczy - najpierw zarządzać ludźmi, potem zarządzać ich „apetytem”. Wstyd. Cynizm. Dno dna.

Marcin Józefaciuk

31,858 Aufrufe • vor 1 Monat

M_Jozefaciuk's profile picture

🚨 MOŻNA WYCIĄĆ MNIE Z FILMU. NIE MOŻNA WYCIĄĆ DZIECI, KTÓRYM TEN FILM MA POMÓC. Obejrzyjcie uważnie nagranie. U góry znajduje się wersja oryginalna. Na dole druga wersja przygotowana przed publikacją na mediach społecznościowych miasta. W pierwszej jestem. Z drugiej zniknąłem. Grupa rozpoznawalnych łódzkich społeczników, w tym ja, została poproszona o wsparcie Fundacji „Dom w Łodzi”. Każdy nagrał jedno krótkie zdanie. Wypowiedzi miały zostać połączone w film promujący akcję „Cegiełka Dobra” - zbiórkę na budowę nowego domu dla dzieci z niepełnosprawnościami i ciężkimi chorobami. Nie nagrywaliśmy spotu wyborczego. Nie chodziło o partie, mandaty ani polityczne interesy. Nie chodziło o Hannę Zdanowską ani o Marcina Józefaciuka. Chodziło o dzieci. Mimo to mój fragment musiał zniknąć. Powód? Wychodzi na to, że prezydent nie chciała występować ze mną w jednym materiale. Pokazuję obie wersje. Oceńcie sami. To nie jest polityczna stanowczość. To nie jest klasa. To nawet nie jest skuteczna jest małostkowość - politycznie głupia, po ludzku żenująca, a społecznie szkodliwa. Silny samorządowiec potrafi stanąć obok człowieka, z którym się nie zgadza, jeżeli wymaga tego dobro mieszkańców. Wycinanie niewygodnej osoby z filmu poświęconego chorym dzieciom nie jest dowodem siły. Jest dowodem słabości. Miasto nie jest prywatnym folwarkiem media, instytucje i patronaty nie są narzędziami do nagradzania posłusznych i karania niepokornych. Łódź nie należy do jednej partii, jednego politycznego dworu ani jednej osoby. Łódź należy do łodzian. Niestety nie jest to pierwszy taki przypadek. Wspieram wiele łódzkich fundacji i stowarzyszeń oraz akcji - najczęściej celowo po cichu. Dlaczego? Ponieważ gdy obejmuję wydarzenie patronatem, miasto potrafi wycofać swoje zaangażowanie. Organizatorzy zostają postawieni między młotem a kowadłem, a cenę za polityczne animozje płaci wartościowa inicjatywa. To jest chore. I dłużej nie będę o tym milczał. Tak, Hanna Zdanowska zaprosiła mnie kiedyś na listę wyborczą. Nie kupiła jednak mojego milczenia, lojalności ani posłuszeństwa. Mandat powierzyli mi ludzie. Gdy musiałem wybierać między interesem łodzian a wolą pani prezydent - wybrałem Łodzian. I zawsze będę wybierał Łódź. Ale nie pozwólmy, aby czyjeś polityczne ego zasłoniło potrzeby dzieci. Fundacja „Dom w Łodzi” potrzebuje 6 mln zł na budowę bezpiecznego, dostępnego domu bez barier. Dziś dzieci trzeba nosić po stromych schodach, a pomieszczenia terapeutyczne służą jednocześnie jako magazyny i suszarnie. To nie jest fanaberia. To konieczność. Nie proszę Was, żebyście wybierali między mną a Hanną Zdanowską. Proszę, żebyście wybrali dzieci ponad polityką, urażoną dumą i małostkowością. 🏠 Wpłacajcie: 🧡 Udostępniajcie zbiórkę. 🤝 Firmy mogą zaoferować wsparcie rzeczowe i promocyjne. Można wyciąć mnie z nagrania. Nie można wyciąć faktów. Nie można wyciąć potrzeb dzieci. Nie można też wyciąć mnie z Łodzi ani powstrzymać przed wspieraniem ludzi, którzy robią dobro. Czara goryczy się przelała. Teraz już wiecie, jak traktuje się w naszym mieście ludzi, którzy odważyli się mieć własne zdanie. A idiotyzm jednej decyzji nie może odebrać dzieciom szansy na nowy dom. Dobro zwycięża. Ale nie samo. Pomóżmy mu. #CegiełkaDobra #DomWŁodzi #Łódź #DobroZwycięża

Marcin Józefaciuk

14,380 Aufrufe • vor 1 Monat