Marcin Józefaciuk's banner
Marcin Józefaciuk's profile picture

Marcin Józefaciuk

@M_Jozefaciuk23,465 subscribers

Nauczyciel, ultramaratończyk, Poseł na Sejm RP X kadencji

Shorts

„Państwu się chyba pomyliły Izby - to nie jest Sejm.” - to cytat prowadzącej obrady Senatu wicemarszałek Biejat, próbującej uspokoić salę. Takie słowa z ust wicemarszałek Senatu z Lewicy są nie tylko aroganckie. Są politycznie niebezpieczne. Bo zaczynamy dochodzić do sytuacji, w której jedna izba parlamentu próbuje budować swoją „wyższość” poprzez publiczne poniżanie drugiej. A to jest droga donikąd. Sejm i Senat mogą się różnić. Mogą mieć inne tempo pracy, inną kulturę debaty, inne emocje. Ale nadal tworzą jeden parlament i jedną władzę ustawodawczą Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego wicemarszałek Senatu nie ma prawa zachowywać się tak, jakby Sejm był jakimś gorszym sortem demokracji. To było butne, pogardliwe i skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie że padło z ust polityczki środowiska, które codziennie poucza wszystkich o „języku szacunku”, „standardach” i „mowie pogardy”. Wczorajsze obrady Senatu pokazały jedno bardzo wyraźnie: emocje, krzyki i chaos nie są wyłącznie domeną Sejmu. Senatorowie również ignorowali upomnienia, przekrzykiwali się i nie reagowali na dzwonek prowadzącej obrady. Różnica polega na tym, że nikt z Sejmu nie wychodził potem i nie próbował upokarzać całej drugiej Izby. To zaczyna wyglądać jak świadome budowanie podziału między Sejmem a Senatem. Jak próba stworzenia narracji, że „tam jest motłoch, a tutaj elita”. Tylko że demokracja parlamentarna nie polega na wzajemnej pogardzie między izbami państwa. Można było uspokoić obrady z klasą. Można było zachować powagę funkcji. Można było nie dolewać oliwy do ognia. Ale wybrano polityczny przytyk i publiczne uderzenie w Sejm RP. Nie zgadzam się na takie traktowanie izby, której jestem członkiem. I nie zgadzam się na psucie autorytetu parlamentu przez ludzi, którzy sami tak chętnie mówią o szacunku i standardach.

„Państwu się chyba pomyliły Izby - to nie jest Sejm.” - to cytat prowadzącej obrady Senatu wicemarszałek Biejat, próbującej uspokoić salę. Takie słowa z ust wicemarszałek Senatu z Lewicy są nie tylko aroganckie. Są politycznie niebezpieczne. Bo zaczynamy dochodzić do sytuacji, w której jedna izba parlamentu próbuje budować swoją „wyższość” poprzez publiczne poniżanie drugiej. A to jest droga donikąd. Sejm i Senat mogą się różnić. Mogą mieć inne tempo pracy, inną kulturę debaty, inne emocje. Ale nadal tworzą jeden parlament i jedną władzę ustawodawczą Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego wicemarszałek Senatu nie ma prawa zachowywać się tak, jakby Sejm był jakimś gorszym sortem demokracji. To było butne, pogardliwe i skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie że padło z ust polityczki środowiska, które codziennie poucza wszystkich o „języku szacunku”, „standardach” i „mowie pogardy”. Wczorajsze obrady Senatu pokazały jedno bardzo wyraźnie: emocje, krzyki i chaos nie są wyłącznie domeną Sejmu. Senatorowie również ignorowali upomnienia, przekrzykiwali się i nie reagowali na dzwonek prowadzącej obrady. Różnica polega na tym, że nikt z Sejmu nie wychodził potem i nie próbował upokarzać całej drugiej Izby. To zaczyna wyglądać jak świadome budowanie podziału między Sejmem a Senatem. Jak próba stworzenia narracji, że „tam jest motłoch, a tutaj elita”. Tylko że demokracja parlamentarna nie polega na wzajemnej pogardzie między izbami państwa. Można było uspokoić obrady z klasą. Można było zachować powagę funkcji. Można było nie dolewać oliwy do ognia. Ale wybrano polityczny przytyk i publiczne uderzenie w Sejm RP. Nie zgadzam się na takie traktowanie izby, której jestem członkiem. I nie zgadzam się na psucie autorytetu parlamentu przez ludzi, którzy sami tak chętnie mówią o szacunku i standardach.

94,617 просмотров

Videos

M_Jozefaciuk's profile picture

Radio ZET zaprosiło słuchaczy do zadawania pytań minister edukacji. Skorzystałem. Zadałem kilkanaście konkretnych pytań - o prace domowe, o smartfony, o praktykę szkolną, o to, co naprawdę dzieje się w polskiej edukacji, o zmiany, o reformę, o edukację domową... I co zrobiła pani minister? Gdy usłyszała moje nazwisko z ust Bogdan Rymanowski , zamiast merytorycznej odpowiedzi pojawił się atak. Polityczny. Ideologiczny. Kompetencyjny. Pani minister próbowała tłumaczyć się „100 konkretami”, ale najwyraźniej sama nie pamięta, jak ten konkret brzmiał. Bo nie chodziło wyłącznie o likwidację prac domowych. Chodziło też o szeroką ofertę bezpłatnych zajęć pozalekcyjnych. O dodatkowe pieniądze na zajęcia rozwijające. O pomoc w szkole zamiast korepetycji w domu. No to pytam prosto: gdzie są te zajęcia? gdzie są te pieniądze? gdzie jest realna pomoc dla uczniów? gdzie jest szkoła, która wspiera, a nie tylko udaje reformę? Pani minister mówi o praktyce i próbuje podważyć moje kompetencje jako nauczyciela, ale sama nie przepracowała ani jednego dnia jako nauczyciel w szkole. Ja pracowałem w przedszkolu, szkole podstawowej, ponadpodstawowej i wyższej. Byłem nauczycielem, wicedyrektorem, dyrektorem, inspektorem. I właśnie dlatego pytam. Nie dla politycznej awantury. Dla uczniów. Dla rodziców. Dla nauczycieli. Dla szkoły, która zasługuje na coś więcej niż konferencje, slogany i uciekanie od odpowiedzi. Jeżeli minister edukacji nie potrafi odpowiedzieć na konkretne pytania, tylko atakuje osobę, która je zadaje, to problemem nie są pytania. Problemem jest brak odpowiedzi. 🎥 Zobaczcie sami.

Marcin Józefaciuk

14,869 просмотров • 12 дней назад

M_Jozefaciuk's profile picture

Chyba zacznę cykl korepetycji z MEN. Przyda się nam wszystkim. Powód? Walka z dezinformacją. Dziś w wywiadzie dla Jedynka – Program 1 Polskiego Radia pani minister Lubnauer, mówiąc o zawieszeniu zajęć w szkołach ze względu na pogodę, stwierdziła, że 👉 „dyrektor szkoły ma prawo ze swojej puli uznać, że dany dzień jest niepracujący dla szkoły”. No więc… nie. 🔹 Po pierwsze - to nie jest „dzień niepracujący”, tylko dzień wolny od zajęć dydaktyczno-wychowawczych. 🔹 Po drugie - rozporządzenie w sprawie organizacji roku szkolnego jasno mówi, że dyrektor (po zasięgnięciu opinii rady szkoły / rady pedagogicznej, rady rodziców i samorządu uczniowskiego) może ustalić dodatkowe dni wolne od zajęć dydaktyczno-wychowawczych - od 8 do 10, w zależności od typu szkoły lub placówki. 🔹 Po trzecie - rozporządzenie zawiera zamknięty katalog powodów, dla których można takie dni ustalić: - egzaminy zewnętrzne, - święta religijne niebędące dniami ustawowo wolnymi od pracy, - inne dni, jeżeli jest to uzasadnione potrzebami społeczności lokalnej. 🔹 Po czwarte - dyrektor do 30 września informuje nauczycieli, uczniów i rodziców o wszystkich dodatkowych dniach wolnych zaplanowanych w danym roku szkolnym. Jest jednak tzw. wytrych. W szczególnie uzasadnionych przypadkach dyrektor może - po uzyskaniu opinii wszystkich organów szkoły oraz zgody organu prowadzącego - ustalić dodatkowy dzień wolny od zajęć dydaktyczno-wychowawczych. I teraz kluczowe: Na pytanie, czy takie dni trzeba odrabiać, pani minister jednoznacznie stwierdziła, że nie trzeba. ❌ A jednak rozporządzenie mówi wprost, że z tego „wytrychu” można skorzystać wyłącznie pod warunkiem zrealizowania zajęć przypadających w te dni w wyznaczone soboty. Ktoś ma jeszcze jakieś pytania? Miłego dnia. #walczsercem #edukacja #prawooświatowe

Marcin Józefaciuk

27,341 просмотров • 4 месяцев назад

M_Jozefaciuk's profile picture

Z mównicy sejmowej dałem dziś wiceminister edukacji szansę na jedno: odpowiedzialność za własne słowa. Na jasne potwierdzenie albo sprostowanie publicznej tezy, że alienacja rodzicielska to „ideologia”. 😤 I co zrobiła osoba współodpowiedzialna za polską edukację? Nic. Cisza. Zero odwagi, by stanąć przed reprezentantami narodu i powiedzieć to samo, co wcześniej w mediach. Za to już w kuluarach - krzyki, że to „termin wykuty, by niszczyć kobiety”, że to „ideologia”, że zdania nie zmieni. Czyli publicznie milczenie, prywatnie ideologiczna tyrada. I ucieczka przy próbie merytorycznej odpowiedzi. To jest kompromitujące. Mówimy o osobie, która ma wpływ na kształt systemu edukacji, a jednocześnie zaprzecza realnemu zjawisku izolowania dzieci od jednego z rodziców i bagatelizuje skutki konfliktów rodzinnych dla ich psychiki i funkcjonowania w szkole. To nie jest spór światopoglądowy - to codzienność dzieci, nauczycieli i dyrektorów wciąganych w dramaty dorosłych. Szkoły potrzebują wsparcia. Nauczyciele potrzebują jasnych wytycznych. Dzieci potrzebują ochrony. Zamiast tego dostają ideologiczne zaprzeczanie rzeczywistości. Prywatne poglądy tej pani są jej sprawą. Ale wiceminister nie wypowiada się jako osoba prywatna - mówi w imieniu rządu. A skoro rząd milczy, bierze na siebie ciężar tych słów. To nie jest drobna wpadka. To pokaz braku kompetencji, braku odpowiedzialności i braku woli, by realnie chronić dzieci oraz wspierać szkoły. Państwo, które ignoruje krzywdę dzieci, samo się kompromituje. Dzieci nie są ideologią. Ich dramat nie jest tematem do politycznych haseł. Alienacja rodzicielska jest zjawiskiem, który dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn - ale zawsze dotyka najbardziej dzieci. #walczsercem #StopAlienacji #edukacja

Marcin Józefaciuk

11,074 просмотров • 4 месяцев назад

Больше нет контента для загрузки