Загрузка видео...

Не удалось загрузить видео

На главную

Złapałem oszustkę!

22,658 просмотров • 12 дней назад •via X (Twitter)

Комментарии: 0

Нет доступных комментариев

Здесь появятся комментарии из оригинального поста

Похожие видео

🤡Wszystkie afery Radosława Piesiewicza, czyli dlaczego polski sport jest w dupie! Od kilku dni czytam o karierze Piesiewicza, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego, i nie mogę uwierzyć, w jakim bagnie jest polski sport. Zebrałem to wszystko w jednym miejscu, bo to absolutnie niebywałe: Na stronie PKOl-u znajduje się banał: „ze sportem związany od dziecka, grał w piłkę nożną oraz koszykówkę”. Ludzie, którzy go znali, nigdy nie ukrywali: chyba na WF-ie. Nic nigdy go ze sportem na poważnie nie łączyło. Więcej, sportem nawet się nie interesował. Do 2016 roku w sportowym środowisku był całkowicie nieznany. Nagle pojawił się w zarządzie Polskiego Związku Siatkówki. Już wtedy tłumaczono to jego powiązaniami z Jackiem Sasinem, wpływowym politykiem PIS-u, późniejszym ministrem aktywów państwowych, co było już ewidentne, gdy Piesiewicz stanie na czele Polskiego Związku Koszykówki. I to doskonały przykład, jak cholernie często myśli się w polskim sporcie: „O, gość znikąd, ale ma znajomości, układy, może załatwić strumień pieniędzy od spółek skarbu państwa, więc... zapraszamy!”. Karierę Piesiewicza, przy okazji jednego z artykułów o Sasinie, przedstawiał Newsweek. Absolwent wydziału prawa UW, ukończone też studia studia Master of Business Administration, pierwsze kroki zawodowe stawia w PGR Bródno. Jest otwarty, barwny, wygadany, więc szybko zaczepia się w „dwóch firmach bogatych ludzi”, w międzyczasie bezskutecznie próbuje dostać się do polityki: przegrywa w wyborach do rady dzielnica Targówek, do Sejmu i do Senatu. W międzyczasie przejmuje spółkę Dobra Nasza, która organizuje eventy. I zostaje doradcą burmistrza Wołomina. Tym na chwilowej bocznicy politycznej kariery jest też Jacek Sasin. Łapią wspólny język, angażują się w biznesowe projekty, choćby w Alfa Star, po którego upadku Piesiewicz ma problemy. Newsweek pisze: „W 2015 r. biznesy, w których działa Piesiewicz, zaczynają padać. Do dziś zgony tych firm badają dwie prokuratury. W 2014 r. za Piesiewicza bierze się CBA. Agenci sprawdzają, czy w urzędach pomagał za pieniądze załatwiać deweloperom pozwolenia na budowę. CBA prowadzi tajną operację: podsłuchuje rozmowy Piesiewicza, ściąga monitoring z kamer na stacji Orlenu, na której spotykał się z pracownikiem urzędu wojewódzkiego. Przed prokuratorem defiluje galeria świadków, deweloperów i urzędników. Opowiadają, że Piesiewicz chciał sprawiać wrażenie człowieka, który wszystko może. Za pomoc w załatwieniu sprawy dewelopera oczekiwał od niego pensji. Prokuratura umarza sprawę. Jednak Piesiewicz potwierdził w niej, że Sasin to jego przyjaciel. I że pożyczał mu pieniądze”. CBA badało osiem wątków. Dlaczego sprawa tak błyskawicznie upadła? Nie wiadomo. Dziennikarz Andrzej Stankiewicz opowie później w Onecie: - Wiadomo, że CBA sprawdzało związki Sasina z biznesmenem Radosławem Piesiewiczem, który pożyczał mu pieniądze. Poseł twierdził, że to tylko osiem tysięcy na drewniane schody na poddasze jego domu. Jednocześnie jednak próbował upchnąć Piesiewicza w podwarszawskim samorządzie, gdzie miał się on zajmować nadzorem właścicielskim. W Newsweek jest też kuriozalny dialog z Piesiewiczem na temat wpłat, jakie dzisiejszy prezes PKOL-u w 2014 roku przekierowywał na fundusz wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. „- Jak pan idzie do bankomatu, to pan pamięta, ile pan wypłaca? – dziwi się Piesiewicz. - Gdybym wypłacił 10 tysięcy, tobym pamiętał. - No, widzi pan, a ja nie pamiętam”. Piesiewicz to człowiek polityki. Często się tłumaczy. I często różnych rzeczy nie pamięta. Bardzo często. W 2018 roku zostaje prezesem Polskiego Związku Koszykówki. Przez kilka lat rządów staje się głosem polskiego basketu. Nikt nie ukrywa, co stoi za jego nominacją. Pisze o tym wprost świetnie poruszający się w koszykarskich kręgach dziennikarz Jakub Wojczyński z Przeglądu Sportowego: „Do koszykówki sprowadzono go z prostego powodu. Dyscyplina potrzebowała pieniędzy. Ten ruch wydawał się niemal desperacki. Władze oddawano w ręce człowieka kojarzonego jednoznacznie. W kuluarach przedstawiano go jako człowieka z nadania politycznego, który miał dzięki kontaktom załatwić wsparcie sponsorów. Czytaj: Spółek Skarbu Państwa. (...) W koszykówce zaufali mu, bo w sumie nie bardzo mieli wyjście. Liga i związek (w nim przejął stanowisko prezesa kilka miesięcy po lidze) były w kryzysie i potrzebowały funduszy. W trakcie pracy Piesiewicza wsparło je kilka Spółek Skarbu Państwa, a także inne firmy, więc można powiedzieć, że jest w ich sprowadzaniu (niezależnie od sposobów) skuteczny. Sytuacja finansowa PLK i PZKosz jest dużo lepsza niż na początku jego pracy. Część pieniędzy i środków pozamaterialnych trafia dalej do klubów czy kadrowiczów, więc nic dziwnego, że grono zadowolonych jest duże. Wystarczy tylko siedzieć cicho, nie krytykować, a wszystko będzie dobrze”. Problem w tym, że Piesiewicz zaczyna gwiazdorzyć. Robi dziwne rzeczy. Polityka informuje, że pobiera prowizje od umów ze spółkami skarbu państwa. Prezes PZKosz milczy na pytanie, czy firma Radam, jego jednoosobowa działalność gospodarcza, która odnotowała w ostatnim kwartale 2022 roku przychód w wysokości ponad 450 tysięcy złotych, przychód ten uzyskała z ramienia jego rządów w sporcie. Janusz Jasiński z rady nadzorczej związku mówi, że uchwalona została premia dla Piesiewicza. Przegląd Sportowy pisze za to, że gdy Piesiewicz obejmuje stanowisko doradcy finansowego Ligi Mistrzów FIBA, jej sponsorem zostaje Województwo Lubelskie, którego marszałkiem jest Jarosław Stawiarski, jego kumpel. Grzeje się też w blasku reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w 2019 roku. Po zwycięstwie z Chińczykami wpada do szatni: „Panowie, kocham was, kurwa! To jest kawał dobrej roboty, po prostu. Jesteście najlepsi na świecie! Chuj im w dupę! Brawo, chłopaki, kocham was!”. Brak w tym klasy. Tym bardziej że po MŚ zaczynają się brzydkie przepychanki o premie, publiczny konflikt z kapitanem kadry Adamem Waczyńskim i największym gwiazdorem w historii polskiego basketu Marcinem Gortatem, który z Piesiewicza naśmiewa się po dziś dzień. Do tego za kulisami Polskiej Ligi Koszykówki coraz częściej o Piesiewiczu mówiło się jako o chamskim karierowiczu, szefie o skłonnościach do autorytarnych decyzji, a także o zwykłym dyletancie, który nie ma żadnej wiedzy: ani o realnych problemach klubów, ani po prostu o koszykówce. Piesiewicz myślami był już znacznie dalej: na fotelu prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Maciej Petruczenko, legendarny dziennikarz Przeglądu Sportowego, pisał po wyborach z kwietnia 2023 roku, na których Piesiewicza wyniesiono do rangi prezesa PKOL-u, że pierwszy raz od 53 lat pracy przy komitecie poczuł się jak persona non grata, gdy, podobnie jak inni przedstawiciele mediów, został wyproszony za drzwi. Wspominał złośliwie o Radosławie „PiSiewiczu”, zastanawiał się, czy nowemu prezesowi „zależało na przemilczeniu czegokolwiek, jeśli chodzi o obrady walnego zgromadzenia”. Niedługo później, po przegranych przez PIS wyborach, Piesiewicz chciał zmienić obowiązujące przepisy i wydłużyć własną kadencję z czterech do ośmiu lat. Powszechnie zarzucano mu „betonowanie” stanowiska. Wielce kontrowersyjny pomysł był bliski realizacji, ale szybko upadł, jego kadencja dobiegnie końca w kwietniu 2027 roku. - To był błąd - przyznawał ostatnio w TVN. Polska na dobre poznała go jednak dopiero podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Zgubiło go parcie na szkło: można było zobaczyć go na reklamie firmy Polkomtel obok Igi Świątek, Magdaleny Stysiak, Ewy Swobody i Wilfredo Leona. Zbigniew Boniek przytomnie pisał: „Dobre, a pan Prezes to w jakiej konkurencji?”. Przez kilka tygodni Piesiewicz skandaliki i aferki wywoływał non stop, te trzymały się go jak rzep. Niesmak budziło zdjęcie, na którym obejmuje 17-letnią Anastazję Kuś. Przycinane, edytowane, ale przede wszystkim: niezręczne i nie na miejscu. Mówił wprost w rozmowie z TVP, że Hubert Hurkacz powinien pojechać na igrzyska tylko po to, by skreczować na początku meczu i umożliwić polskiemu duetowi grę w mikście. W środowisku tenisowym przyjęto to z zażenowaniem. W rozmowie z WP SportoweFakty przypisywał sobie medal i w (jego) dużym skrócie myślowym medal Aleksandry Jareckiej, na co wywiązała się publiczna wojna z Polskim Związkiem Szermierczym, którego prezes w oficjalnym oświadczeniu oskarżył Piesiewicza o „wygłaszanie niezgodnych z faktami twierdzeń”. Radio Zet ujawniło, że Piesiewicz, wraz z rodziną, od kwietnia 2023 roku miał aż trzydzieści razy skorzystać z odprawy VIP na lotnisku Chopina w Warszawie. Zamawiającym miał być PKOl, który rozliczał usługę w ramach barterowej umowy z Polskimi Portami Lotniczymi. Usługa VIP kosztuje 1600 złotych za pierwszą osobę i 1000 złotych za każdą kolejną. Tymczasem olimpijczycy, wracający z Francji do Polski, na taki przywilej liczyć nie mogli. Onet ustalił za to, że żona Radosława Piesiewicza w 2022 roku została doradcą zarządu banku Pekao SA i przez pół roku zarobiła 1,15 mln złotych. Rodzaj roboty? Nieokreślony. Dowody na efekty pracy? Żadnych. Powód zatrudnienia? Cóż, kolesiostwo: Sasin jako minister aktywów spółki skarbu państwa. Piesiewicz jest teraz w stanie wojny z całym światem. Przerzuca się odpowiedzialnością za słabe igrzyska z rządem - ministrem Nitrasem i premierem Tuskiem. Na antenie TVN mówił, żeby nie urządzać nagonki, bo skończyć się to może, jak w przypadku śp. Pawła Adamowicza. Twierdzi, że ma wsparcie od olimpijczyków. Dziennikarze, którzy zajmowali się igrzyskami olimpijskimi, twierdzą, że coraz częściej na szefa PKOL-u narzekają jednak... właśnie sami olimpijczycy. Że to człowiek z przypadku. I człowiek, który ze sportem nie ma nic wspólnego. Mówi się, że jego działania w sportowych związkach i komitetach to przedbieg do występu w... kampanii prezydenckiej. *** To absurd, że po igrzyskach olimpijskim najwięcej mówi się o kimś takim jak Piesiewicz. Bardzo ciekawie opowiadał mi o tym jakiś czas temu Michał Listkiewicz, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, gdy pytałem go o afery w PZPN-ie i niefrasobliwość medialną Cezarego Kuleszy. „Ilekroć tylko głos zabiera za to prezes Kulesza, musi tłumaczyć się z tematów orbitujących wokół alkoholu, co jest nieco kuriozalne. Ostatnio nie musi, bo medialnie się wycofał. Właściwie to nawet nie powinno nikogo dziwić, bo wcale nie jest nigdzie powiedziane, że prezes PZPN musi być głosem polskiej piłki. W najsilniejszych federacjach Europy przeważnie rządzą ludzie szerzej nieznani. I też jestem temu winien, że ciągnęło mnie przed dyktafony, mikrofony i kamery, podobnie zresztą jak wcześniej Mariana Dziurowicza, a później Latę i Bońka. Naprawdę, nie od tego powinien być prezes związku. To funkcja urzędnicza. Na pierwszym planie powinna być reprezentacja. Tymczasem przez nasze pokolenie gawędziarzy czy w niektórych przypadkach światowców u sterów PZPN, często prezesi robią tzw. lepsze wyświetlenia niż niektórzy selekcjonerzy czy piłkarze. Probierz tu też przytomnie przejął ciężar komunikacyjny od Kuleszy. A ekscesy czy też „ekscesy” wokół alkoholu? Zawsze były, są i będą, w każdym środowisku. Mieliśmy i będziemy mieli podobne sytuacje z udziałem polityków, naukowców, artystów, celebrytów, po przedstawicieli wszystkich grup zawodowych. Medialna popularność bankiecików PZPN pokazuje zaś tylko siłę futbolu. Wiele identycznych zdarzeń ze związków łucznictwa czy saneczkarska – z całym szacunkiem, to tylko konstrukcja retoryczna – nigdy nie wejdzie na jaw, bo nikogo ich funkcjonowanie specjalnie nie interesuje, chyba że ktoś by tam kogoś uderzył albo molestował”. Piesiewicz marzył o medialności. Medialny został. I na tym przegrywa. Na patologicznym mariażu polski z polityką przegrywa też Polska. W 2022 roku wydatki kraju na sponsoring sportowy wzrosły do rekordowej kwoty 1,22 mld złotych. Olbrzymia suma? A jak. Za dużo? Pewnie tak. Ale cóż z tego, skoro w 2023 roku z budżetu państwa na ten sam cel przeznaczono środki prawie trzykrotnie większe – 3,5 mld zł. Skąd ta hojność? Ano z powodu kampanii wyborczej. Tak, to najwyższa pora, żeby odpolitycznić polski. Nic dobrego z tego nie wyniknęło. Ba, powstało mnóstwo szkód. Politycy, którzy próbują uprawiać sportwashing, szkodzą interesowi państwa. Ludzie futbolu, którzy przymilają się do władzy dla własnych korzyści, też prędzej czy później dostają po głowach. Wszyscy na tym tracą. A już przede wszystkim zwykli ludzie, których pieniądze trafiają w miejsca, do których trafić nigdy nie powinny, a jeśli nawet nie trafiają, to tylko dlatego, że jedni kłócą się z drugimi, drudzy z trzecimi, a trzeci z pierwszymi, koło się zamyka.

Jan Mazurek

452,349 просмотров • 2 лет назад

⚠️ Ten sam przejazd. Ten sam niebezpieczny błąd. Tym razem zabrakło naprawdę niewiele do tragedii. Zaledwie wczoraj informowaliśmy o wypadku na przejeździe kolejowo-drogowym w ciągu ul. Niegowskiej w Gdańsku, gdzie pociąg pasażerski uderzył w samochód ciężarowy, który pozostał na torach. Dziś rano na tym samym przejeździe doszło do kolejnego groźnego incydentu. Samochód ponownie znalazł się między rogatkami, gdy na przejeździe zbliżał się pociąg. W obu przypadkach kierowcy, mimo sprawnych pojazdów i wskazówek świadków, nie zdecydowali się na wyłamanie rogatki i opuszczenie przejazdu. Dzisiaj na szczęście nie doszło do zderzenia. Zabrakło jednak niewiele. Taka sytuacja mogła zakończyć się śmiercią lub ciężkimi obrażeniami kierowcy, maszynisty, załogi i pasażerów pociągu. Mogła również ponownie oznaczać wstrzymanie ruchu kolejowego i poważne utrudnienia dla podróżnych na jednej z ważnych tras łączących Trójmiasto z Warszawą. To wiąże się również z wysokimi kosztami naprawy infrastruktury kolejowej po wypadku. ❗ Dlatego przypominamy: jeśli samochód znajdzie się między rogatkami, nie ma czasu na wahanie. 🚗 Jeśli pojazd jest sprawny – rusz i wyłam rogatkę. 📞 Jeśli samochód uległ awarii – natychmiast opuść pojazd i przejazd, a następnie zadzwoń pod numer 112 i podaj indywidualny numer przejazdu z Żółtej Naklejki PLK. Żółta Naklejka znajduje się na każdym przejeździe kolejowo-drogowym – na napędzie rogatki lub na krzyżu św. Andrzeja. Podanie jej numeru pozwala służbom szybko zidentyfikować przejazd i wstrzymać ruch pociągów. Na przejeździe kolejowym liczą się sekundy. Nie czekaj na pociąg. Działaj. 👉 Więcej o zasadach bezpieczeństwa:

PLK SA

22,273 просмотров • 3 дней назад