To znowu ja i pewnie będzie trochę długo. Jeszcze... nie wiem bo dopiero zaczynam ten wpis, ale trochę znam siebie. Dzisiaj będzie trochę o ojcostwie i o radzeniu sobie z ograniczeniami, a raczej z ich akceptacją. Więc jeśli ci to lotto to skroluj dalej, resztę zapraszam. W czeluściach moich wspomnień starałem się ostatnio znaleźć te miejsce kiedy uświadomiłem sobie że różnie się jednak trochę od innych. Nie wiem czy do końca rozumiecie o co mi chodzi, w każdym bądź razie kiedy zapaliła mi się lampka że jednak to że nie widzę to jakiś ewenement, że większy procent ludzi na tym świecie widzi. Myślę sobie że to musiała być późna podstawówka, albo początek gimnazjum. Co prawda od poniedziałku do piątku mieszkałem w internacie gdzie otaczali mnie ludzie z tej samej ligi co ja, ale na weekendy wracałem do domu. No i to było na pewno dla mnie trudne, ale z drugiej strony sport, wyjazdy, zawody, medale, spowodowały że znałem swoją wartość i nie przejmowałem się zbytnio jakimiś krzywymi akcjami, po za tym mam dwóch braci więc umówmy się że miał kto stanąć po mojej stronie. Im byłem starszy tym tych różnic zauważałem sporo więcej. Przyszedł w końcu czas kiedy człowiek poznał kobietę swojego życia, myśli o założeniu rodziny, a jednocześnie ogromny strach. Jak to będzie? Czy dam rade być ojcem? No przecież jestem ślepy, jak ja zmienię pieluchę? Nakarmię? Czy przez przypadek nie wpadnę na takiego malucha i nie zrobie mu krzywdy? Kiedy Michaś pojawił się już na świecie przyznam się szczerze że wiele moich obaw spotęgowało się jakieś pierdyliard razy. I powiem tak, to serio było trudne, chodzi mi o te początki, ale kiedy ma teraz po nad cztery lata jest … chyba jeszcze trudniej 😊 Tata dlaczego ty nie widzisz? Tata a będziesz kiedyś widział? O tatuś ale masz fajne oczka, takie twarde! (jak coś to mam protezy gałek ocznych) Szlak mnie trafia kiedy np. jesteśmy w parku i nagle słyszę: Tata! Ścigamy się? A ja musze odpowiedzieć: Michaś, nie mogę biec, przecież tata nie widzi. Wiecie co wtedy czuje? Urażona duma maczo, że przecież powinienem jebnąć tą białą laską na bok i ruszyć sprintem, no ale nie zrobię tego. Człowiek, ławka, drzewo, kosz na śmieci, czaicie ile zagrożeń czai się na mojej drodze 😊 Na szczęście gra w piłkę nie stanowi dla nas żadnego problemu. Nie raz kiedy Michaś ma grać z kimś innym to zaczyna grać tą grzechoczącą którą słyszy tata, bo ona jest fajna, fajniejsza od tej której nie słychać. Pojechanie z młodym na jego trening piłki? Też bez problemu i nawet człowiek na rozgrzewce staje na tej bramce i rzuca się po tej murawie słysząc gdzie piłka się turla. Na początku mojego ojcostwa myślałem sobie że te rozmowy na temat dlaczego nie widzę, czy będę widział będą dla mnie łatwiejsze. Teraz stwierdzam że jest odwrotnie, bo ciężko mu wytłumaczyć jaka to jest sytuacja. Przecież w bajkach wystarczy ubrać okulary i wtedy każdy widzi lepiej, zresztą kiedyś Michaś wracając ze mną z przedszkola powiedział mi że jeden z jego kolegów tak właśnie powiedział, że na słaby wzrok pomagają okulary, niestety nie zawsze. Wiecie co, tak jak pisałem mam duży problem z tym genem maczo, że kiedy Michaś oddali się nam na spacerze to w pogoń rusza żona, że to ona musi mieć go na oku żeby nie stała mu się krzywda. No i co mam zrobić? Doszedłem do takiego momentu że trzeba to … po prostu zaakceptować. I wiesz co mój drogi maczo który doszedłeś do tego momentu? Uświadom sobie że ty wcale też nie musisz być maczo na każdym kroku, nie musisz być od razu największy, najgroźniejszy i najsilniejszy. Chciałbym żeby ten tekst uświadomił tobie, i tobie, no i tobie że czasami do głowy bierzemy zbyt dużo. Wiem że akceptacja własnych słabości to zajebiście duży problem i nie raz będzie mi z tym trudno, ale wiem że w innych obszarach życia np. fakt że nie poprowadzę nigdy samochodu mogę nadrobić w inny sposób. PS na filmie macie scenę kiedy nie ma z nami grzechoczącej piłki, a zagranie z futbol jest silniejsze. Musiała wystarczyć butelka i kilka kamyków 😊 Pozdrowienia dla wszystkich maczo 😊show more